czwartek, 22 grudnia 2011

Wywiad z Łukaszem Kruczkiem po pierwszej części sezonu

Pierwsza część sezonu za nami. Jak żyje się polskim skoczkom bez Małysza?
Dla nas nie jest to tak naprawdę nowa sytuacja. Bo przecież bez Adama skakaliśmy już latem. Lato to jednak zupełnie co innego. Choćby dlatego, że konkursów letniego GP telewizja nie pokazuje na żywo. Media i kibice interesuję się skokami tak naprawdę teraz. Niech będzie. Moment zakończenia kariery przez Adama musiał jednak kiedyś nadejść i wydaje mi się, że przeszliśmy przez to w miarę bezboleśnie.


Nie czujecie większej presji?! Przecież teraz wszyscy czekają na to, czy Kamil Stoch zastąpi Adama, czy nie?
Kamil oczywiście stał się liderem drużyny. On zdaje sobie sprawę, jakie są wobec niego oczekiwania. Ale my nie wymagamy od niego niczego więcej niż w poprzednich dwóch sezonach.

Czyli?
By dobrze bawił się skokami, by dawał kibicom radość. A jeśli to będzie mu wychodzić, to i wyniki będą. Bo dziś już chyba nikt nie ma wątpliwości, że on może walczyć z czołówką o miejsca na podium każdych zawodów.

Adam Małysz stwierdził nawet, że po konkursie w Engelbergu, w którym Stoch zajął drugie miejsce, w jego skokach nastąpił przełom i że Kamil może namieszać w zbliżającym się Turnieju Czterech Skoczni...
Na pewno może, ale ode mnie nie wyciągniecie żadnych prognoz wynikowych. Jeśli wszystko u Kamila zaskoczy, tak jak to było w niedzielę, stać go na bardzo wiele.

Na wygranie Turnieju Czterech Skoczni też?
Żadnych prognoz. Tym bardziej że ten sezon pokazuje, że wygrać może niemal każdy z pierwszej dziesiątki PŚ. W czołówce jest gęsto. O wynikach konkursów decydują drobiazgi. Czasem nota za wiatr.

Co to znaczy, że Kamil odzyskał radość skakania (tak powiedział po niedzielnym konkursie). I dlaczego jej nie miał. Jeszcze w sobotę mówił, że zaczynają go już irytować miejsca poza pierwszą dziesiątką. A sezon zaczął przecież bardzo dobrze. Od czwartego miejsca w Kuusamo?
Zaczął dobrze, jeśli chodzi o wyniki, ale wszystkie jego skoki obarczone były błędem. Za bardzo rzucał się na progu do przodu, jak sam mówił. Nie do końca o to chodzi, ale dla ułatwienia tak to nazwijmy. Przez ten błąd przechodził nad bulą na zbyt niskim pułapie, a przez to później brakowało mu metrów. Strasznie żyłował skoki. I w sumie aż tak dużo do czołówki nie tracił.

Co się wydarzyło w niedzielę?
W sobotę długo rozmawialiśmy o tej jego frustracji. Ona była spowodowana tym, że Kamil ma świadomość, jak daleko może skakać, na co go stać. Rok temu o tej porze miejsce 12-15 uznalibyśmy za dobre. A teraz, jak kiedy Adam, on jest rozczarowany, gdy nie walczy o podium.

Co mu Pan powiedział?
By mniej myślał o wyniku. A skoczył na luzie. Bez presji wyniku. Udało się. Rano przyszedł na skocznię w zupełnie innym nastroju. Od pierwszego skoku było widać, że jest dobrze.

Słowem, największym przeciwnikiem Kamila wciąż jest sam Kamil.
Skoki zdecydowanej większości zawodników, jeśli nie wszystkich, zależą od tego, co dzieje się w ich głowach. Kamil też do tej grupy należy. Ale dotyczy to także choćby Morgensterna. Po lecie, wydawało się, że zimą będzie najmocniejszy. Tymczasem na początku sezonu też miotał się podczas swych skoków.

Zaskakuje Pana postawa Koflera. Chyba nikt nie spodziewał się, że to on będzie liderem Austriaków?
On jeden z czołówki nie skakał latem. Dlatego niewiele było wiadomo o jego dyspozycji. Resztę zawodników z czołówki typowałem przed sezonem bezbłędnie. Może poza Bardalem. U Norwegów stawiałem na Toma Hilde. Kofler, z tego, co mówił mi kiedyś Hannu Lepistoe, ma z Austriaków największe papiery na skakanie.

Morgenstern i Schlierenzauer chyba jednak trochę rozczarowują. Reszta jest tak mocna czy oni jeszcze nie osiągnęli formy?
Sądzę, że raczej to drugie. Ten sezon jest trochę dziwny. W Europie dopiero teraz zaczyna się zima. Dopiero teraz jest gdzie spokojnie trenować. Ten brak możliwości eliminacji błędów widać u wszystkich. My z Kamilem przeznaczyliśmy weekend w Harrachowie na trening. On naprawdę nie walczył tam o wynik. Choć w konkursie, gdy są noty, sędziowie, kibice i dziennikarze, nie jest to łatwa sprawa.

Teraz też chyba nie macie gdzie trenować. W Wiśle osunął się śnieg na zeskoku.

Dobrze, że ten śnieg już jest. W piątek mam nadzieję na trening.

Organizatorzy Turnieju Czterech Skoczni wyznaczyli milion euro nagrody dla skoczka, który wygra cztery konkursy.
Milion jest bezpieczny.

Kto zdobędzie PŚ?
Każdy z pierwszej dziesiątki PŚ ma szansę. Na dziś nie ma faworyta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz