Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Żyła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piotr Żyła. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 marca 2013

Justyna Żyła: "Sodówka mu nie grozi"

MAGAZYN PS: Maciek Kot mówił nam jakiś czas temu, że mieszka podczas zgrupowań z pani mężem, bo Piotrek zawsze ma dobry humor. W domu też tak jest?
Justyna Żyła: Tak. Zawsze powtarza, że trzeba się cieszyć. Bo wszyscy żyją i są zadowoleni. I pyta: dlaczego masz smutną minę? Zawsze taki jest.

Nie ma gorszych dni?
Na pewno ma, ale są one związane ze skokami. Jeśli chodzi o życie rodzinne - nie. Stara się być zawsze dobrym duchem w naszym związku.

Często rozmawiacie o skokach?
Bardzo często. Nie da się tego tematu wyłączyć, nie ma takiej możliwości. Wraca z zawodów i żyje tym cały czas. Skoki są na drugim, jeśli nie nawet na pierwszym planie.

Z czym rywalizują?
Z dziećmi. Mam nadzieję, że one są jednak na pierwszym miejscu.

Pani się zna na skokach?
Coś tam o nich wiem. Oglądam zawody i żyję tym skakaniem, odkąd Adam (Justyna jest kuzynką Adama Małysza - przyp. red.) zaczął odnosić pierwsze sukcesy.

Mówi mu pani co zepsuł czy raczej tylko klepie po plecach?
Może to brzydko zabrzmi, ale mówię mu często: spinamy dupę i jedziemy dalej! Staram się go pozytywnie nakręcać.

Boi się pani kiedy Piotrek skacze?
W Planicy tak, boję się. Na normalnych skoczniach nie czuję lęku o niego. Mówi zawsze, żebym się nie bała, bo przecież może też skręcić nogę na schodach czy zabić się, jadąc autem.

Superpociecha.
Tak, super... A jeśli chodzi o skoki, to przecież trenuje od dziecka, więc mam nadzieję, że nie ma się czego bać.

Piotrek mówi jednak, że marzy o tym tak długim skoku, żeby go na końcu "poskładało".
Właśnie. I dlatego kiedy w czwartek w Planicy żona Łukasza Kruczka, Agata powiedziała mi, że Piotrek miał problemy na progu powiedziałam, że ja tam nie idę. Zapytała dlaczego, bo przecież Piotrek wie, co ma robić. Odpowiedziałam pytaniem czy słyszała o jego marzeniu. Wtedy przyznała, że już rozumie skąd moje obawy. Byłam jednak na skoczni. Ale przyznam szczerze: pikawa mocno pracowała, myślałam: "żeby tylko cały wylądował".

Była pani gotowa na to wszystko, co się wydarzyło na koniec sezonu? Zwycięstwo, miejsce na podium. Działo się!
Nie, zdecydowanie nie. Zawsze mówiło się o Adamie, czyli superskoczku i legendzie. A Piotrek stał się sławny przed największymi sukcesami. To było zawsze takie... On sam patrzył na Facebooka i się dziwił skąd tyle tych lajków. Według mnie on stoi obok tego wszystkiego i mam nadzieję, że dalej tak będzie. Sodówka mu nie grozi.

Kiedy słucha pani tych wszystkich jego wywiadów, to co pani myśli?
On to robi naturalnie, często pod wpływem adrenaliny po skoku. Zawsze taki jest. Ostatnio mój tata przyznał, że nigdy nie oglądał wywiadów z Piotrkiem, ale po wygranej w Oslo przejrzał całego Youtuba i powiedział, że już się nie dziwi, dlaczego tylu ludzi kibicuje Piotrkowi.

Pani mąż bywa poważny?
Nie przypominam sobie jakiejś sytuacji w ostatnim czasie, żeby tak było. Tak naprawdę bardzo go zdenerwować, on sam tak mówi, potrafię tylko ja. Też mam jakiś talent (śmiech).

Jak wam się żyje? Możecie spokojnie iść do kina?
Zupełnie zwyczajnie. Nikt nam nie przeszkadza.

To się może zmienić.
Oby nie.

Widziała pani z bliska co się działo z rodziną Małyszów. Pewnie żadnemu skoczkowi w takiej skali już się to nie przydarzy, ale w części pewnie tak.
Pamiętam sytuację, kiedy Karolina (córka Adama Małysza - przyp. red.) była mała. Adam czy Iza chcieli jej zrobić zdjęcie, a ona uciekała, bo była przerażona. Myślała, że to kolejni dziennikarze czy telewizja. Chciałabym tego za wszelką cenę uniknąć. To nic fajnego.

Tymczasem przed Piotrkiem wizyty w znanych programach i jego popularność będzie cały czas rosnąć...
Skoki bez mediów i całej otoczki nie byłyby takie jak teraz. On się w tym wszystkim chyba dobrze czuje. Tu nowa czapka, tam okulary. Ma jednak coś z showmena. Nas, jako rodzinę, ominie to z boku.

Ma pani z niego jakiś pożytek z domu? Ostatnio mówił, że po sezonie idzie w góry i pograć w piłkę.
Raczej tak. Choćby nie chciał, to dzieci i tak na niego wskakują. Kuba i Karolinka powtarzają tylko tata i tata. Mama mogłaby wyjechać na dwa miesiące i penie nie zauważyłyby tego... Chyba że trzeba zrobić obiad. A w góry pewnie wyciągnie Adama. Rok temu Piotrek na przykład wrócił z takiego wyjścia zadowolony, a Adam powtarzał tylko: "wody". Pytam dlaczego, a on, że "już nie może tak zasuwać".

Nie boi się pani tej aktywności męża? To groźne dla zawodowego sportowca.
Kiedyś tak, bałam się. Mówiłam mu, że skacze od dziecka i szkoda nabawić się głupiej kontuzji, grając w piłkę. Powiedział, że to jego hobby i dodatkowy trening. Walczyłam rok i spasowałam. Z nim się nic nie da zrobić. I tak mnie nie posłucha.

A w jakichś kwestiach da się go przekonać?
(długa cisza) Ostatnio przekonałam go w kwestii trzeciego dziecka. Powiedziałam, że nie dam rady i koniec. On chciał.

W tym sezonie wszystko ułożyło się też korzystnie finansowo. Piotrek mówił jednak, że już wyrósł z szaleństw.
Tak. Myślimy o budowie domu, bo mieszkamy w takim wielorodzinnym budynku. Na razie jednak jest dobrze, więc podchodzę do tego spokojnie.

Jakich szaleństw Piotra Żyły jeszcze nie znamy?
Najbardziej szaleje na weselach. W remizach i tym podobnych miejscach jest mistrzem. Dwa lata temu było wesele kuzynki. Byłam w ciąży z Karolinką i przypadła mi rola pilnującej towarzystwa, a Piotrek z Adamem biegali o drugiej w nocy wokół ronda. Wesoło było. Kolejna sytuacja związana z weselem to powrót do domu dziesięć kilometrów piechotą. Prosiłam go, żebyśmy szli do domu, a on uznał, że skoro wszyscy chcą go wyrzucić, to on wraca sam.

Nie sposób się nudzić.
No nie...

Da się porównać Piotrka i Adama?
Obaj są uparci. Chyba tylko tyle.

piątek, 22 marca 2013

Piotr Żyła na 3. miejscu w Planicy!

Ale się nam Piotrek rozhulał! Kolejny konkurs, gdzie Polak staje na podium :D

Wygrał Gregor Schlierenzauer - 50 raz. Austriak oddał skoki na odległość 217,5 i 213,5 m, za które otrzymał 412,2 pk. Na drugim miejscu wylądował zawodnik gospodarzy - Peter Prevc. Słoweniec uzyskał 214 m oraz 215,5 m (405,9 pkt). Na najniższym stopniu podium zawody ukończył nasz reprezentant Piotr Żyła. Polak lądował na 212,5 oraz 216,5 m (402,5 pkt).

Tuż za czołową trójką znalazł się Noriaki Kasai, a piąty był kolejny ze słoweńskich zawodników Robert Kranjec. Jako ósmy konkurs ukończył Maciej Kot a na 11. miejscu znalazł się Kamil Stoch.

Estoński skoczek Kaarel Nurmsalu zajął w konkursie 13. miejsce, co jest najlepszym jego wynikiem w karierze.

W drugiej serii doszło do poważnego upadku na skoczni. Anders Jacobsen nie zdołał ustać swojego skoku i tuż po lądowaniu niefortunnie upadł. Norweg nie był w stanie opuścić skoczni o własnych siłach.

Kamil dalej plasuje się na 3. miejscu w klasyfikacji i trzymam kciuki że tak zostanie do końca :)





środa, 20 marca 2013

Piotr Żyła: Ja nie wyjdę?! - czyli wywiad po wygranej w Oslo

Z Piotrem Żyłą, zwycięzcą konkursu Pucharu Świata w skokach narciarskich w Oslo, rozmawia Rafał Musioł (www.polskatimes.pl)

Na lotnisku w Balicach wyszedł pan z odprawy w kasku i w goglach. To była próba wyjścia niezauważonym?
(śmiech). Nie, po prostu koledzy mnie "wypuścili". Powiedzieli, że co jak co, ale w kasku i w goglach to na lotnisku nie wyjdę. Pomyślałem: ja nie wyjdę? Ja? No i wyszedłem.

Kto pana tak wkręcił?
Na pomysł wpadł Maciek Kot, ale potem to już była praca zespołowa.

To miało coś wspólnego z konferencją prasową w Oslo?
Dokładnie. Tam byłem w kasku, bo zapomniałem z hotelu czapki. To był przypadek, ale znowu zrobiłem coś, o czym wszyscy mówili. Chyba już tak mam (śmiech).

Wszyscy mówili przede wszystkim o wygranym konkursie.
Faktycznie, to też.

Nie wierzę, że pan tego jeszcze nie przeżywa.
Teraz już do mnie dotarło, że wygrałem . Bo na początku trudno było w to uwierzyć. Gdzieś tam po cichu myślałem o podium, ale się nie grzałem. Pamiętałem, że rok temu w Oslo też byłem trzeci po pierwszej serii, nie skoczyłem źle, ale spadłem na siódme.

Te wspomnienia nie chodziły panu po głowie przed drugim skokiem?
Starałem się myśleć tylko o tym, że mam zrobić coś, co przecież lubię i potrafię. Im mniej się myśli w takich momentach, tym lepiej skok wychodzi, bo się wszystko robi trochę z automatu.

Chwilę później pan wylądował i przy nazwisku Żyła pojawiła się jedynka. Poszedł pan do Gregora Schlierenzauera na miejsce dla liderów i powiedział...
Nic mu nie powiedziałem, bo wcale do niego nie poszedłem. W Oslo jest tak dziwnie, że do tego miejsca jest kawałek i to pod górkę. Nawet się zastanawiałem czy tam iść, ale wtedy zobaczyłem, że biegną do mnie Maciej Kot z Dawidem Kubackim, więc zostałem z nimi i czekałem na skok Kamila. Dopiero potem przyszli ludzie z FIS-u i kazali mi iść do góry na podium. No to w końcu tam poszedłem.

I tam powiedział pan Gregorowi, żeby...
Znowu nic mu nie musiałem mówić, bo podium było szerokie i nikt nie musiał się przesuwać (śmiech). Po prostu mu pogratulowałem i pomyślałem sobie: kurczę, fajnie tak stać razem z taką legendą.

Co pan dostał w nagrodę?
Kwiaty i taki mały puchar, który wygląda jak szklanka.

To z niego piliście piwo, żeby uczcić sukces?
Piwo, a może nawet dwa (śmiech). Ale nie z niego, bo oddałem go do samochodu członków ekipy i razem z nimi pojechał do Planicy. Dopiero tam spotkam się z nim ponownie.

A pana plany na Planicę to...
Latanie, latanie, latanie. Nie nastawiam się na żadne miejsce, chcę mieć frajdę z latania. Bo ten sport daje mi radość.

Rodzinie też. Pana tata powiedział, że też zasłużył na nagrodę za nerwy i ściskanie kciuków.
Zasłużył. Wszyscy zasłużyli i po Planicy im pięknie podziękuję.

Kacze udka od babci już pan zjadł?
Rany, nawet o tym ludzie wiedzą? (śmiech). Nie, bo do domu wpadłem właściwie na chwilę. Po sezonie wszystko nadrobię.

poniedziałek, 18 marca 2013

Piotrek Żyła u Wojewódzkiego?!


Piotrek Żyła jak zwykle zaskakuje

A na lotnisku pojawił się tak:

... i myślał, że nikt go nie rozpozna (?)

"Nie myślałem w ogóle o tym, że mogę wygrać. Ostatni raz o zwycięstwie myślałem kiedyś dawno, dawno temu, ale wtedy nie przeszedłem nawet kwalifikacji, więc teraz wolałem się już niczego nie spodziewać" - powiedział na lotnisku.

Żyła przyznał, że być może we wcześniejszych występach coś go blokowało. - To jest taki sport, że człowiek jedzie 90 km na godzinę i czasem niepotrzebnie sobie za wiele pomyśli, coś niepotrzebnego zrobi. A tu po prostu trzeba iść i skoczyć. Może się kiedyś rozkręcę - dodał w swoim stylu.

"W zasadzie po swoim skoku myślałem, że to Kamil wygra, ale akurat warunki trochę się pogorszyły. Potem skoczył Kranjec i w sumie nie za bardzo wiedziałem co się dzieje" - powiedział "Wewiór". Żyła przyznał też, że wcale nie przepada za wielką popularnością, jaka na pewno stanie się teraz jego udziałem. - Nie za bardzo lubię takie zamieszanie. Wolę sobie, gdzieś tam siedzieć z boku. Czasem patrzę na strony internetowe i myślę sobie: o kurczę znowu coś żem powiedział.

Triumfator konkursu w Holmenkollen nie przejmuje się presją kibiców, jaką mógłby odczuwać po tym sukcesie. - Moim celem na Planicę jest po prostu, żeby sobie fajnie poskakać. Cieszyć się skokami. W lotach ze skakania to jest po prostu czysta frajda, a jak się jedzie, żeby robić wynik to nie do końca to wychodzi - stwierdził Żyła.

Wszystkich dziennikarzy bardzo ciekawiło, jak "Wewiór" świętował swoje zwycięstwo. - Chwilę posiedzieliśmy wieczór, wypiliśmy po piwku... no po dwa - opisał Żyła, dodając że czas na prawdziwe świętowanie przyjdzie dopiero po sezonie. - Przed zawodami nie można, bo wiadomo, że potem człowiek nie jest taki sprawny.

Żyła zdradził też, że tuż przed konkursem trener Łukasz Kruczek powiedział mu, że może znaleźć się na podium, ale musi trochę zwężyć pozycję nart. - Ja nawet tego nie zrobiłem, ale o tym pomyślałem no i wyszło - skomentował całą sprawę niezawodny "Wewiór"

A jak Piotr Żyła widzi swoje szanse w przyszłorocznych igrzyskach olimpijskich w Soczi? - Gdzie tam do Soczi, to jeszcze kupa czasu - mówi krótko polski skoczek.

niedziela, 17 marca 2013

PIOTR ŻYŁA ZWYCIĘŻA W OSLO!

Razem z Gregorem Schlierenzauerem. Ale co tam! Piotrek zwycięża!!!

Piotr Żyła i Gregor Schlierenzauer zajęli ex aequo pierwsze miejsce w konkursie Pucharu Świata na skoczni Holmenkollen (HS-134) w Oslo. Dla Piotrka to pierwsze zwycięstwo w PŚ, a zarazem pierwsze miejsce na podium.

Piotrek oddał dwa dalekie i wysoko ocenione przez sędziów skoki na odległość 135,5 i 133,5 metra, za które otrzymał notę 270,1 punktu. Identyczną notę po dwóch skokach zgromadził Gregor Schlierenzauer, Austriak uzyskał 134,5 i 137 metrów. Na najniższym stopniu podium stanął Robert Kranjec, lider konkursu po pierwszej serii, w której uzyskał 134 metry, w finale osiągnął 126 metrów i do zwycięzców stracił tylko 3,3 punktu.

Tuż za podium uplasował się Kamil Stoch. Polak w pierwszym skoku zanotował 132 metry i zajmował na półmetku drugie miejsce, jednak drugi skok Stocha nie był tak daleki - 121 metrów (po obniżeniu belki o 2) nie pozwoliło utrzymać miejsca na podium. Za Kamilem znalazł się Anders Jacobsen (128,5 i 130,5 metra), Norweg wyprzedził Wolfganga Loitzla oraz swojego rodaka Andersa Bardala. Ósmy był Michael Neumayer, a w dziesiątce zmieściło się jeszcze dwóch reprezentantów gospodarzy - Tom Hilde i Andreas Stjernen.

Bardzo dobre wyniki osiągnęli również pozostali Polacy. Maciej Kot po skokach na 131,5 i 127 metrów zajął 11. miejsce, a Dawid Kubacki (124,5 i 125,5 metra) był 20., chociaż na półmetku konkursu zajmował dopiero 30. pozycję. Awansu do drugiej serii nie wywalczył jedynie Krzysztof Miętus (120 metrów i 46. miejsce).

Tak przy okazji - dokładnie 17 lat temu (17.03.1996) w Oslo swoje pierwsze zwycięstwo odniósł Adam Małysz. Czyżby jakaś dobra wróżba? :)


poniedziałek, 4 marca 2013

Wywiad z Piotrem Żyłą po Mistrzostwach Świata w Predazzo

Dawid Góra, SportoweFakty.pl: Przed mistrzostwa świata mówił pan, że chce uplasować się w pierwszej dwudziestce konkursów indywidualnych. 19. lokatę na dużej skoczni można uznać za realizację tego planu?
Piotr Żyła: Wtedy mówiłem o planie minimum. Wiadomo, że mistrzostwa świata rządzą się swoimi prawami. To jest krótka seria konkursów raz na dwa lata. Myślę, że nie mogę mieć do siebie pretensji, że nie wywalczyłem wyższego miejsca. Nie przepadam za skoczniami w Predazzo - mają płaski rozbieg. To oczywiście nie jest wytłumaczenie mojej dyspozycji, ale uważam, że i tak dobrze skakałem na mistrzostwach świata. Nie osiągnąłem super wyników, ale cel, jaki sobie postawiłem został zrealizowany.

Nawet, jeśli noga nieco się powinęła w konkursach indywidualnych, to niedosyt został zrekompensowany przez medal wywalczony z drużyną.
Zdecydowanie tak. Mieliśmy w zespole mistrza świata, bez którego medal nie byłby możliwy. Kamil skakał rewelacyjnie zarówno na normalnym, jak i dużym obiekcie. Dla mnie to było niezwykle istotne, aby wspomóc kolegów z drużyny swoimi skokami i powalczyć o medal. Jak wiadomo, cel został osiągnięty, ale emocji związanych z punktami było naprawdę dużo.

Jak rodzina zareagowała na pana sukces?

Wszyscy się cieszyli, każdy mi gratulował, delikatnie poświętowaliśmy. Natomiast w dzień, w którym przyjechałem nie zdążyłem nawet wnieść torby do domu, bo córka od razu przyszła do mnie i prosiła, żebym ją wziął na ręce. Nie chciała mnie puścić, pół godziny minęło zanim wróciłem po sprzęt (śmiech). Bardzo się stęskniła.

Czy po sukcesie w konkursie drużynowym można stwierdzić, że wreszcie narodziła się tak długo oczekiwana przez kibiców, potrafiąca rywalizować z najlepszymi reprezentacja Polski?

Na pewno drużyna jest teraz bardzo silna. Niezależnie od tego, kogo trener nie zdecydowałby się wystawić to i tak uzyskalibyśmy dobry wynik. Ponadto, mamy zawodników, którzy dobrze sobie radzą w Pucharze Kontynentalnym, jak Łukasz Rutkowski czy Jasiu Ziobro. Są też świetni juniorzy, jak choćby Klimek Murańka, Olek Zniszczoł, Krzysiek Biegun... W Polsce trenuje coraz więcej naprawdę dobrych zawodników. Poziom się "dźwignął" i to bardzo.

Przed kadrą kolejny konkurs drużynowy, tym razem w Lahti. Chyba trudno będzie o taką motywację, jaką mieliście państwo w Predazzo.
Motywacja na pewno będzie. Każdy konkurs jest ważny, szczególnie, jak się skacze dla drużyny. Wtedy chce się zaprezentować, jak najlepiej, żeby pomóc kolegom. Przed występem nie ma zbytnich kombinacji. Po prostu, skaczę tak, jak potrafię najlepiej. Poza tym, po nieudanych indywidualnych zawodach nie ma do konkretnego zawodnika pretensji, bo skacze na własny rachunek, w kolejnym konkursie można się poprawić. "Drużynówek" natomiast nie organizuje się tak dużo.

Czy resztę sezonu potraktuje pan ulgowo? Treningi i przygotowania do zawodów ulegną zmianie?
Przygotowania będą wyglądały tak samo. Trzeba dawać z siebie wszystko i walczyć do końca także w Pucharze Świata. Poza tym, po turnieju skandynawskim przyjdą loty. Nie ukrywam, że dla mnie to szczególne zawody. Skakanie sprawia ogromną frajdę szczególnie kiedy konkurs jest rozgrywany na "mamucie".

Muszę zadać jeszcze jedno pytanie. "Prezent" dla Thomasa Morgensterna już kupiony?
(śmiech) Na razie nie. Koledzy się ze mnie śmiali po konkursie i stwierdzili, że jestem specjalistą od prezentów, więc ja powinienem wymyślić coś dla Thomasa. Myślę jednak, że wszyscy musimy uzgodnić co i jak mamy zamiar wręczyć. W końcu, niektórzy po mistrzostwach mówili, że był naszym piątym zawodnikiem. Zgłosił problem i tym nam pomógł. Przedstawiciele FIS-u mówili, że rozpatrzą wniosek, ale potem ktoś inny zwrócił uwagę na sprawę. Chodzi o Niemców. Oni mają austriackich trenerów i to oni toczyli rozmowy w związku z problemem, jaki wyniknął.

poniedziałek, 18 lutego 2013

Wywiad z Piotrem Żyłą :)

Przegląd Sportowy: W przeszłości nie był pan takim wesołkiem. Czy teraz sport sprawia panu większą frajdę?
Piotr Żyła: Zawsze chciałem osiągać dobre wyniki, ale często byłem wręcz przemotywowany. W poprzednim sezonie również traktowałem wszystko za poważnie. W końcu trochę wyluzowałem. Zwłaszcza przed konkursem o Puchar Świata w Wiśle odpocząłem i odzyskałem dobry nastrój. Udane skoki zawsze mnie cieszyły, ale w poprzednich latach nie miałem ich za wiele. Uważam, że choć lądowanie na stu metrach bywa nieprzyjemne, to też trzeba się śmiać.

Ze spadnięcia na bulę?
Pamiętam konkurs Pucharu Świata w Sapporo w 2009 roku. Akiro Higashi skoczył79 metrów. Wszyscy się śmialiśmy, że bliżej już się nie da, ale my z Marcinem Bachledą osiągnęliśmy również kiepskie wyniki (Żyła82 ma Bachleda78 m– przyp. red.) Na początku to nie było zabawne, ale po pięciu minutach mieliśmy niezły ubaw. Nawet trener Zbigniew Klimowski, który nam towarzyszył, miał uśmiech na twarzy. Od razu po mojej próbie byłem poważny, bo inaczej co ludzie by sobie pomyśleli – walnął w bulę głupi a się śmieje. W tym sezonie w Kuusamo osiągnąłem94,5 metrai powstrzymywałem się od śmiechu. Wylatuję z progu i... bum, od razu ląduję. Nie było nawet fazy lotu. Bardzo mnie to rozbawiło, ale dopiero w szatni wybuchnąłem śmiechem. Wcześniej nie wypadało. Jestem zdania, że trzeba cieszyć się życiem. Po jednej zepsutej próbie nie zawali się świat. Dawniej gdy zawiodłem w pierwszej próbie, to się zamartwiałem. Teraz pozostaję pozytywnie nastawiony przed następną serią. Zmieniłem się w ciągu ostatnich dwóch lat.

Współpracował pan w przeszłości z Kamilem Wódką. Czy psycholog kadry nadal panu pomaga?
Nie jest mi już potrzebny. Mam inne metody motywacji przed konkursami. Jestem obecnie jedynym kadrowiczem, który z nim nie współpracuje. Robiłem to wcześniej przez dwa lata, co zaprocentowało w jakiś sposób, ale psycholog czy trener nie usiądzie za mnie na belce i nie skoczy. Jestem tam u góry sam i muszę sobie dać radę. Zresztą przed zawodami bardziej potrzebuję pobudzenia. Przed samym skokiem muszę się nabuzować. Po prostu dostać w dupę na rozgrzewce. W jaki sposób? Dużo biegam przed zawodami i to w szybkim tempie.

Skoki narciarskie to specyficzna dyscyplina. Często zawodnicy sami nie wiedzą, jaka jest przyczyna świetnego czy beznadziejnego skoku.
Wystarczy, że minimalnie zmieni się jakiś element w pozycji dojazdowej, trochę obniży się biodro lub podniesie klatkę piersiową i nagle skacze się10 metrówdalej. Niestety, to działa też w drugą stronę. Osiąga się15 metrówmniej i trudno wymyślić dlaczego.

Ma pan kilka znanych powiedzonek. Najsłynniejsze to „garbik, fajeczka i poleciało". Czy jest pańskim ulubionym?
Już w poprzednim roku w Oslo użyłem tego zabawnego cytatu, ale dopiero teraz stał się popularny. Mógłbym do każdego skoku coś wymyślić. W Bischofshofen po pierwszej próbie wpadło mi do głowy, że chyba muszę zacząć palić, bo wtedy będę miał co robić na rozbiegu. Nie wymyślam wcześniej tych powiedzonek. Po prostu nagle przychodzą mi do głowy. Nie zastanawiam się nad tym, co mówię. Kolejne, „będzie cud malina i dolina", stanowiło nawiązanie do jednego z moich kombinezonów, który jest w kolorze malinowym. Dużo mam skojarzeń z kombinezonami. Kilka lat temu miałem ciemnozielony i mówiłem kolegom, że to „green power".

Filmy z pańskimi wypowiedziami biją w internecie rekordy popularności. Wspominał pan kiedyś, że nie lubi ich oglądać.
Nie lubię słuchać swojego głosu. Większość kolegów z kadry również. Wiem, bo rozmawialiśmy o tym. Żona ogląda te wywiady i śmieje się ze mnie. Ogląda je też moja roczna córeczka, najwierniejsza fanka taty. Jak rozrabia, to żona puszcza w internecie nagranie z tatą a ona się uspokaja i ogląda. Syn za to ma swoje pasje. Tworzy dzieła z plasteliny. Zamiast skoków ogląda w telewizji program „Art attack" i próbuje robić zabawki. Niezły z niego majsterkowicz. Pamiętam jednak, że jak skakaliśmy w Engelbergu, to przyszedł do i spytał mamę, jak mi poszło. Powiedziała, że słabo, a on na to: „Nie przejmuj się mamo, ja i tak będę lepiej skakał od taty".

Przed zawodami oglądacie kabarety. Jakie są twoje ulubione?
„Ani Mru, Mru" i „Kabaret Moralnego Niepokoju". Fajne są gagi związane ze skoczkami. Uśmiałem się, gdy naśladowano Svena Hannawalda. Wiele razy przewijał się w żartach Adam Małysz czy Simon Ammann. Trener Łukasz Kruczek puszcza nam czasami jakieś skecze. Często w pokoju hotelowym oglądamy również głupkowate komedie, jak „Chłopaki nie płaczą", „Kilerów" albo amerykańskie „American Pie".

Za to z filmoteki wyrzuciliście pewnie „Milczenie Owiec". Oglądaliście ten thriller w grudniu w Kuusamo, a później w konkursie drużynowym zajęliście ostatnie miejsce.
Horrory i thrillery zostawiliśmy sobie na lato. Do skoków na igielicie nie podchodzi się tak poważnie jak do rywalizacji na śniegu.

Matti Nykänen jest wokalistą pop. Ville Kantee i Jussi Hautameki stworzyli The Kroisos. Może wy...
Mielibyśmy założyć kabaret? Zobaczymy, na razie brakuje czasu. Skaczę na nartach a latem gram w piłkę nożną i siatkówkę w amatorskich ligach.

Wiem, że Krzysiek Miętus to również wesołek. Lubi się śmiać i żartować. Ktoś jeszcze?
U nas każdy by się nadawał do kabaretu. Grzesiu Sobczyk (były skoczek, asystent trenera kadry – przyp. red.) mógłby być naszym liderem. W kadrze zawsze było wesoło, ale w poprzednich latach osiągaliśmy gorsze wyniki i nikt tak uważnie nie śledził, co robimy. Za czasów Małysza również było fajnie. Adam potrafił rozweselić swoimi żartami. Nigdy się przy nim nie nudziliśmy.

Czy koledzy dalej mówią do pana „Wewiór"?
Przeważnie „Pieter", ale czasami też „Wewiór". To wzięło się z filmu „Czerwony kapturek – historia prawdziwa". W nim wiewiórka biegała jak szalona, po wypiciu kawy. Ja nie piję, bo nie umiem później zasnąć w nocy, ale na rozgrzewce biegałem i sam mówiłem, że jestem taki szybki jak „Wewiór".

Jakich pseudonimów dorobili się pozostali kadrowicze?
Dawid Kubacki ma pełno ksywek, ale najczęściej mówimy na niego „Mustaf" albo „Brynbul". Krzysiek Miętus to „Titus". Za to Kot to po prostu Maciek a Stoch to Kamil. Nie dorobili się ksywek. Stefanek, czyli Hula, miał sporo pseudonimów, ale mu się nie podobały. Ze sztabu najwięcej przylgnęło do Kamila Wódki, ale nie będę ich przytaczał...

poniedziałek, 11 lutego 2013

W Willingen odwołano konkurs, ale jednak skoki się odbyły...

...no, powiedzmy, że "skoki" :)

Na rozbiegu Muehlekopschanze organizatorzy przygotowali mini skocznię, na której wybrani skoczkowie m.in. Piotr Żyłą oddali skoki dla zgromadzonych pod skocznią kibiców. Jednak w przypadku MacKenziego Boyd-Clowesa o mały włos nie doszło do tragedii. Popełnił w locie błąd i bardzo mocno uderzył o zeskok. Przez chwilę był nieprzytomny. Od razu zajęły się nim służby medyczne, które zabrały go do szpitala na badania. Diagnoza - złamany obojczyk.

"Kanadyjczyk trochę przesadził. Za bardzo po wybiciu poszedł do przodu i nie zdążył się w odpowiednim momencie złożyć do lądowania. To była trochę za mała skocznia na tak ryzykowne próby. MacKenzie spadł na brzuch i dość długo zbierali go po tym upadku" - komentował Piotr Żyła, który był przedstawicielem Polski w tych mini zawodach.

Zawodnik Wisły Ustronianki od razu zgłosił się do rywalizacji.

"Nawet się nie zapytał trenera Łukasza Kruczka, czy może iść. Po prostu poszedł skakać. Na dodatek jego próba nie była jednak nawet liczona, bo za szybko ją rozpoczął. Ale to właśnie jest cały Piotrek" – śmiał się Maciej Kot.



środa, 16 stycznia 2013

Urodziny naszego Piotrka

Dziś są urodziny naszego mistrza, idola, bohatera Piotrka Żyły. Czegóż Ci życzyć Piotrze?

Przede wszystkim więcej takich skoków:

 
 
Więcej fajnych wywiadów (no ale chyba o to martwić się nie muszę :)):
 
...no i ogólnie wszystkiego, wszystkiego jak najlepszego! :) 
Z okazji 26. urodzin Piotra Żyły dziś wieczór o godzinie 19:30 w Wiadomościach na TVP 1 ukaże się specjalny materiał, w którym nasi skoczkowie opowiadać będą o tym, jaki jest Piotrek. Inne informacje na temat naszej kadry ukażą się także w Sporcie po Wiadomościach na TVP 1 oraz w TVP INFO w "Kronice" o 18:30 :) Oglądamy!