środa, 5 września 2012

Skład Polaków do Lillehammer

8 i 9 września na skoczni olimpijskiej HS 138 w Lillehammer odbędą się zawody Pucharu Kontynentalnego. Do Norwegii, pod wodzą Roberta Matei, poleci siedmiu polskich skoczków: Aleksander Zniszczoł, Krzysztof Biegun, Grzegorz Miętus, Krzysztof Miętus, Andrzej Zapotoczny, Jan Ziobro oraz powracający do formy Łukasz Rutkowski, dla którego będzie to pierwszy start w zawodach tej rangi w tym sezonie.

Nasi skoczkowie jeszcze wczoraj trenowali na obiektach w Zakopanem oraz w Szczyrku.

"Na treningu dobrze prezentowali się Aleksander Zniszczoł, Krzysztof Biegun oraz Grzegorz Miętus. Krzysiek dobrze skacze całe lato, a słabsze starty w zagranicznych konkursach Letniej Grand Prix wynikały raczej z braku szczęścia do warunków, niż ze spadku dyspozycji" - powiedział Robert Mateja.

Wraz z polskimi skoczkami do Norwegii polecą Piotr Fijas, Maciej Maciusiak oraz trener Mateja. Oficjalny trening w Lillehammer już w piątek, o godzinie 18:00.

PROGRAM ZAWODÓW:
Piątek, 7.09.2012
16:00 - Oficjalny trening pań
18:00 - Oficjalny trening mężczyzn

Sobota, 8.09.2012
14:00 - Seria próbna konkursu pań
15:00 - Pierwsza seria konkursowa pań
18:00 - Seria próbna konkursu mężczyzn
19:00 - Pierwsza seria konkursowa mężczyzn

Niedziela, 9.09.2012
8:30 - Seria próbna konkursu mężczyzn
9:30 - Pierwsza seria konkursowa mężczyzn
12:00 - Seria próbna konkursu pań
13:00 - Pierwsza seria konkursowa pań

Adam Małysz: "Jak tylko mogę, służę radą"

Jak oceniasz mistrzostwa Polski?
Adam Małysz: Poziom zawodów był całkiem fajny. Od czasu zmiany kombinezonów jest to całkiem inne skakanie. Widać, że brakuje powierzchni w locie. Po dobrym odbiciu, jak nie ma wiatru na dole, ciężko jest odlecieć.

Przez te zmiany skoki tracą na widowiskowości?
Trudno powiedzieć. Musi minąć trochę czasu, zawodnicy przyzwyczają się do zmian i skoki wrócą do dawnego poziomu. Jedyna różnica może być w tym, że gdy będzie wiatr raz z tyłu raz z przodu, to będzie jeszcze większa różnica w odległościach między zawodnikami. Teraz ci najlepsi, którzy są w super formie, jeśli wiatru nie ma, mają problem odlecieć. Wcześniej skoczek jak był w wysokiej dyspozycji, był wstanie powalczyć z odległością. Teraz jest ciężko.

Co myślisz o korytarzach powietrznych, które praktycznie zostały zlikwidowane? Jest dopuszczalna prędkość wiatru, ale jak mówi Łukasz Kruczek nie ma korytarza.
Pierwszy raz o tym słyszę. Jeśli tak jest, to jest to wygodniejsze dla jury i organizatorów zawodów, na pewno nie dla zawodników. Gdy był korytarz, delegat techniczny czy kierownik zawodów, który puszcza zawodnika jednak pilnował, żeby w miarę równych warunkach dać zgodę na start. W tym momencie ma wolną rękę. Wydaje mi się, że to jest gorsza sytuacja.

Moim zdaniem powinno być tak jak dawniej, bez pomiarów wiatru, bez różnic w belkach startowych i dodawaniem bądź odejmowaniem za to punktów. Myślę, że wcześniej bardziej atrakcyjne były skoki. Wiadomo, że zdarzały się różne przypadki, ale były dużo bardziej widowiskowe. Kibice bardziej rozumieli skoki. Teraz często jest to niezrozumiałe dla wielu z nich. Nawet nam, zawodnikom, czy osobom znającym się na skokach, często się wydaje, że zawodnik miał wiatr z tyłu, a dostaje jeszcze ujemnie punkty.

Kto był twoim faworytem na mistrzostwa Polski?
Zdecydowanie Maciek Kot. On w tym momencie jest liderem zespołu. Miejmy nadzieję, że tak zostanie też w zimie. Kamil cały czas robi postępy, ale jego skoki nie są jeszcze na tyle dobre, żeby wyprzedzić Maćka. Maciek skacze swoje. Dawid Kubacki, Piotrek Żyła skaczą nieźle. Juniorzy także pokazują się z dobrej strony, dużo lepiej skacze Olek Zniszczoł i Bartek Kusek, nie mówiąc o drugim dziś Krzyśku Biegunie. Początek sezonu to było rozpoznanie. Nowe kombinezony dopiero wchodziły, teraz już się zawodnicy do zmian przyzwyczaili i widać postępy.

Byłeś w Erzurum, pilnowałeś kadrę młodzieżową, czasem pojawiasz się na treningach, teraz jesteś na mistrzostwach Polski. Czy zimą Twoja obecność za krajowych a może i zagranicznych zawodach będzie większa?
Zobaczymy. Jest to uzależnione od dyscypliny, którą teraz uprawiam. Sporo czasu temu poświęcam. I tak jestem obecny na skoczni częściej niż w zeszłym roku. Jak tylko mogę, służę radą.

Moje plany to najbliższy Dakar. Zaczyna się 5 stycznia, kończy 20. Później jest taki okres, że może aktywniej się włączę, by być obserwatorem czy doradcą. Jak tylko mogę, staram się pomagać. Chłopcy mają swoich trenerów, z nimi współpracują, trudno się im wtrącać, dawać rady, czy coś sugerować. Bardziej podpowiadam coś trenerom.

Pierwszy raz czeka nas Puchar Świata w Wiśle, a ciebie nie będzie. Nie będzie ci trochę żal?
(śmiech) Już się tak zdarzało. Będę trzymał kciuki za naszych w ciepłych krajach, mam nadzieję, że oni za mnie też. Zazwyczaj Puchar Świata w Zakopanem był końcem miesiąca, teraz się tak stało, że jest zaraz po Turnieju Czterech Skocznie. Będę sercem.

Masz już głównego sponsora związanego z twoją aktywnością rajdową?
Mamy już paru sponsorów, ale cały czas też szukamy. Ciężkie czasy nastały, były Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, igrzyska olimpijskie. Kryzys światowy powoduje, że sponsorzy coraz gorzej funkcjonują. Red Bull czy Generali to są firmy, które pozostają przy mnie i mi towarzyszą. Pozwala mi to trenować jazdę z wielką pasją.

Będziesz próbował w najbliższym czasie podbić rekord prędkości w jeździe terenowej? Raz już ci się udało, bodajże w Żaganiu.
Trudno mi powiedzieć, czy to jeszcze będzie organizowane. To jest bardzo kontrowersyjne. Trzeba by pobijać w tym samym miejscu, na tym samym odcinku. Przykładowo można wytyczyć inną trasę i jeśli samochód na to pozwoli i jechać nawet 250 km/h/ na szutrowej drodze.

Obecnie jakim autem jeździsz i jakie masz plany na najbliższy czas?
Mitsubishi L200. W najbliższym czasie będę startował w Baja Poland w Szczecinie. Jest to Puchar Świata. Moją główną imprezą będą mistrzostwa Polski, Węgier, Czech i Słowacji. W Szczecinie będą zawodnicy z górnej półki, którzy wygrywają i ścigają się w pierwszej trójce na Dakarze. Na pewno będzie bardzo trudno. Ale to są dla mnie kolejne doświadczenia. Cieszę się, że mogę brać udział w takich imprezach i ścigać się z najlepszymi. To będzie procentować później.

Przyciągasz kibiców także na rajdy, odczuwasz ich wsparcie?
W Stalowej Woli było trochę kibiców. Gdy prolog został odwołany przez 1,5 godziny stawałem do wspólnych zdjęć, rozdawałem autografy. Dosyć ciężko było. Gdy przeszedłem do innej dyscypliny, to zainteresowanie tam też się przeniosło. Kibice dalej chcą wiedzieć, co robię. Jeżdżą po rajdach, obserwują rozwój dalszej mojej kariery. To mnie cieszy.

Czy kierowcy rajdowi terenowi uczą się czegoś od kierowców rajdów płaskich?
Wielu kierowców cross country to są kierowcy, którzy przeszli z płaskich rajdów. W rajdach płaskich jest granica, do której zawodnicy rozwijają się. Później większość z nich przechodzi do rajdów terenowych. W rajdach cross country bardzo ważne jest doświadczenie. My nie wiemy, co jest za zakrętem, co jest przed nami. Bazujemy na tym, co dyktuje pilot siedzący koło nas. Trzeba mu w 100% wierzyć i ufać sobie. Nie da się jechać na 100%, trzeba mieć pewną rezerwę. Mieć świadomość, że gdzieś może być dziura, niespodziewana "hopa", wtedy łatwo o dachowanie, urwanie koła.

Krzysztof "Hołek" Hołowczyc udzielał ci jakiś rad?
Rozmawiałem z Krzyśkiem parę razy przez telefon. Mieliśmy plany, żeby wspólnie gdzieś pojechać, żeby paru rad mi udzielił. Nie udało się zgrać terminów. On mocno jest zaangażowany, będzie kierowcą fabrycznym Mini (Mini All4 Racing - przyp. red.), cały czas trenuje. Myślę, że wiele mógłbym się od niego nauczyć. To jest zawodnik, który od dziecka jeździ samochodami, ma ogromne doświadczenie.

wtorek, 4 września 2012

No tak. Morgi zostanie tatą

Chciałoby się powiedzieć "Ah, jak ta młodzież szybko dorasta..." xd

Gratuluję Thomasowi i Christinie i czekamy na małego Morgensterna ;)


Thomas Morgenstern ma dla nas zagadkę...

Tak się składa, że niektórzy skoczkowie mają swoje profile na facebooku. Na przykład taki Morgi wrzuci czasem zdjęcie z wakacji, skoczni, treningu, ... A dziś dodał coś, czego chyba nikt się nie spodziewał:


O ile to oznacza to, co myślę i o ile nie są to jakieś przewrotne żarty, przyszłym rodzicom serdecznie gratuluję ;)

niedziela, 2 września 2012

Maciej Kot mistrzem Polski

To było do przewidzenia. Dziś na skoczni w Wiśle Malince odbyły się Międzynarodowe Mistrzostwa Polski i Czech (wyłoniono mistrza Polski i osobno mistrza Czech). Najlepszym skoczkiem zarówno mistrzostw Polski jak i całych Międzynarodowych Mistrzostw został Maciej Kot. Za skoki na odległość 129 i 127,5 m zgromadził łącznie 255,7 pkt i zdecydowanie odskoczył rywalom. Drugie miejsce zajął dość niespodziewanie Krzysztof Biegun, który po skokach na odległość 126 i 117 m otrzymał w sumie 234,8 pkt. Trzecie miejsce wywalczył Kamil Stoch, który za skoki na odległość 122,5 i 120 m otrzymał łącznie 234 pkt. Najlepszy z Czasów, Antonin Hajek po skokach na odległość 121,5 i 120 m zgromadził 230,7 pkt i zajął 5. miejsce i tym samym został mistrzem Czech.

Wszyscy zawodnicy docenili obecność czeskich skoczków. - Czesi już zeszłej zimy pokazali dobre skoki. Ostatnio Lukas Hlava stanął na podium w Hinterzarten. Ich skoki są bardzo dobre, mogliśmy porównać swoją formę z nimi. Trochę nie mieli dziś szczęścia, trochę my byliśmy lepsi. Mówiłem na podium Kamilowi, że trochę niegościnni dziś byliśmy. Czesi brali udział w dekoracji, z pewnością liczyli na dobre miejsce swojego zawodnika, ale w sporcie nie można być gościnnym - powiedział Maciek. - Zawody oceniam pozytywnie. Zaskoczył mnie na plus ich wysoki poziom. Im większa ilość zawodników ze ścisłej czołówki światowej, tym ranga zawodów wzrasta i tym samym motywacja jest większa. Ja jeszcze nie mam optymalnej formy, te skoki są jeszcze niemrawe, ale pomalutku buduję formę na zimę - podsumował swój występ Kamil Stoch.

Krzysiek Biegun sam zaskoczył się tak dobrym wynikiem: "Nie spodziewałem się takiego wyniku, choć od wyjazdu do Japonii coraz lepiej mi się skacze. Nie spodziewałem się podium, bardziej miejsca w pierwszej "szóstce". Dziś oddałem dwa równe skoki, z czego jestem najbardziej zadowolony. Pierwszy skok zaliczam do jednego z najlepszych w mojej karierze, a tego lata na pewno."

"Maciek jest w formie na wygranie zawodów Pucharu Świata, dziś nas zmiażdżył. Z bardzo dobrej strony pokazał się Krzysiek Biegun, sprawił mi tym niespodziankę i zmusić do dodatkowej mobilizacji, żeby go wyprzedzić. Co się nie udało" - stwierdził Kamil Stoch.

Zawody z platformy trenerskiej obserwował Adam Małysz. - Poziom zawodów był całkiem fajny. Od czasu zmiany kombinezonów jest to całkiem inne skakanie. Widać, że brakuje powierzchni w locie. Po dobrym odbiciu, jak nie ma wiatru na dole, ciężko jest odlecieć. Moim faworytem był zdecydowanie Maciek Kot. On w tym momencie jest liderem zespołu. Miejmy nadzieję, że tak zostanie też w zimie. Kamil cały czas robi postępy, ale jego skoki nie są jeszcze na tyle dobre, żeby wyprzedzić Maćka. Maciek skacze swoje. Dawid Kubacki, Piotrek Żyła skaczą nieźle. Juniorzy także pokazują się z dobrej strony, dużo lepiej skacze Olek Zniszczoł i Bartek Kusek, nie mówiąc o drugim dziś Krzyśku Biegunie. Początek sezonu to było rozpoznanie. Nowe kombinezony dopiero wchodziły, teraz już się zawodnicy do zmian przyzwyczaili i widać postępy - powiedział patron skoczni w Wiśle Malince.

Mistrzem Czech został Antonin Hajek. Drugie miejsce wywalczył Borek Sedlak. Na najniższym stopniu podium stanął Lukas Hlava.

Baardzo chciałam być dzisiaj w Wiśle, no ale ze względu, że jednak jest to wrzesień - nie udało się. Gdyby te mistrzostwa były w tamtym tygodniu, pewnie inaczej wyglądałaby ta relacja, bo pewnie bym tam była :P

sobota, 1 września 2012

Czy ktokolwiek korzysta na nowych kombinezonach?

Letnia GP 2012 powoli dobiega do końca, przed nami już tylko zawody w Ałmatach, Hinzenbach i Klingenthal. Czas letnich zawodów był testem największej zmiany w skokach - ciaśniejszych kombinezonów. Kto skorzystał na zmianie wymiarów? Czy można to ocenić?

Podczas GP dyrektor Pucharu Świata, Walter Hofer, wytłumaczył cel nowych zasad dotyczących kombinezonów, według którego "wymiary ciała równają się wymiarowi kombinezonu". Prócz prostszej procedury kontroli, nowe zasady dały pole do popisu w zakresie aerodynamiki. Nowa zasada oznacza równe szanse dla mniejszych drużyn. W sumie dyskwalifikowani byli w większości zawodnicy z mniejszych i słabo finansowanych drużyn. 

Po kilku konkursach widać, że drużyny dostosowały się do ciaśniejszych kombinezonów, było tylko kilka dyskwalifikacji. Najistotniejszą była dyskwalifikacja Gregora Schlierenzauera podczas jego pierwszego występu tego lata w Hinterzarten, gdzie Austriaka zdyskwalifikowano w konkursie indywidualnym. Schlierenzauer nie szczędził krytyki, ale prócz tej sytuacji skoczkowie byli w większości spokojni.

Lider klasyfikacji generalnej GP, Andreas Wank, również mówił o nowych kombinezonach. "Ciaśniejsze kombinezony wspierają moje umiejętności sportowe", powiedział skoczek, dodając: "Drużyna zaakceptowała zmiany od samego początku. Z dobrym nastawieniem szybciej można się przyzwyczaić". Jednak Wank, który wygrał ostatnie trzy zawody, powiedział też na początku, że "było trudno". Uczucie w powietrzu jest inne niż wcześniej. Wank tłumaczył, że potrzebował od 50 do 100 skoków, aby przyzwyczaić się do ciaśniejszych kombinezonów. "Jest cieplejszy, przylega do ciała, a zakładania i zdejmowanie sprawia trudności, jednak przy wybiciu nic nie ulega zmianie".

Simon Ammann, znalazł się już na podium dwukrotnie tego lata. Wygląda na to, że skoczek dobrze sobie radzi z nowym sprzętem. "Na początku w nowych kombinezonach skakałem jak początkujący. Nie jest łatwo się przyzwyczaić. Sądzę, że wysocy zawodnicy skorzystają na zmianie", powiedział Ammann.

Jednak patrząc na wyniki tego lata, skoczkowie o wszelkich wymiarach ciała znaleźli się już na podium. Wank jest najwyższy w dyscyplinie i widać, że skoczek wychodzi na tym korzystnie. Jednak również niżsi skoczkowie tacy jak Ammann czy Dawid Kubacki stanęli na podium. Również silni, młodzi Japończycy, którzy ku zaskoczeniu wszystkich osiągnęli świetne rezultaty, nie należą do wysokich. Reruhi Shimizu, na przykład, wygrał w Courchevel i był drugi w Hinterzarten. Wank uważa, że różnice będą wyraźniejsze na bardzo dużych skoczniach. Przekonamy się o tym dopiero podczas pierwszych lotów narciarskich w następnym sezonie zimowym.

Nie widzieliśmy jeszcze wszystkich zawodników tego lata. Na przykład Thomas Morgenstern, Andreas Kofler, Severin Freund ani Daiki Ito nie brali jeszcze udziału w zawodach. Inni, tacy jak Czech Lukas Hlava czy Roman Koudelka, skakali tylko w jednym konkursie, osiągnęli dobre rezultaty, po czym nie brali już udziału w żadnych zawodach. Wygląda na to, że jeden konkurs wystarczy, aby ci skoczkowie przekonali się o swoim poziomie umiejętności.

Łukasz Kruczek przewiduje, że nowe kombinezony zostaną zatwierdzone, jednak nieco zmienić się może ich krój. - Reakcje zawodników na nowe kombinezony są różne, cały czas słyszy się o trudnościach w dopasowaniu się do nowego sprzętu. Jedno jest natomiast pewne – na razie nie widać, żeby ktoś kombinował. W tym obszarze sprzętu sytuacja bardzo się wyrównała. Za miesiąc wszyscy wystartują w finale Grand Prix. Z zapowiedzi ekip widać, że będzie komplet, cała elita Pucharu Świata. Tam zobaczymy jak kto skacze. Decyzja na temat kombinezonów zostanie podjęta na komisjach po zakończeniu Grand Prix, czyli w październiku. Myślę, że będzie ona na tak, z lekkimi korektami dotyczącymi kroju. Nic nie pokazuje, żeby była to dla nas zła decyzja. Zawodnicy z większymi lub mniejszymi problemami, ale ogólnie dość szybko się dostosowali do nowych kombinezonów i w tej chwili etap adaptacji jest już za nami – wyjaśnia trener.

Jeśli chodzi o przyzwyczajenie się naszych zawodników do kombinezonów - Dawidowi Kubackiemu wyszło to na dobre. Sam zawodnik mówi, że nie musiał zbytnio zmieniać techniki, aby się przyzwyczaić. Również Maciek Kot szybko zaadaptował się do kombinezonów. Kamil Stoch sam mówił, że ciężko mu się przyzwyczaić ale obiecał, że da z siebie wszystko, aby to uległo zmianie.

Harri Olli aresztowany

Harri Olli ponownie na pierwszych stronach gazet - niestety znów nie z powodu jego sportowych sukcesów. Fin po raz kolejny wszedł w konflikt z prawem.

We wtorek byłego skoczka skazano na 30 dni pozbawienia wolności. Olli został oskarżony o pobicie kobiety w swoim rodzinnym mieście Lahti. Kobieta prawdopodobnie doznała obrażeń głowy. O poruszenie w fińskich mediach zadbał również na sali sądowej. Obecnym tam dziennikarzom pokazał środkowy palec (z czego słynął także w skokach narciarskich). Pozostałych biorących udział w rozprawie obraził rzucając w ich stronę liczne wyzwiska.

Alkoholowe wyskoki, fizyczne starcia i wyzwiska - przez to o 27-latku zawsze było głośno w mediach. Zarówno podczas aktywnej kariery, jak i po jej zakończeniu. Jeszcze parę tygodni temu mówiło się o powrocie Harriego na skocznię. Teraz jednak decyzja o tym stoi pod wielkim znakiem zapytania.