wtorek, 16 października 2012

Kilka słów od Hannu Lepistoe na zakończenie wizyty w Polsce

Na zakończenie kilkudniowej wizyty w Beskidach, która odbyła się na zaproszenie Szkoły Mistrzostwa Sportowego Szczyrk w Buczkowicach, porozmawialiśmy z wybitnym trenerem Hannu Lepistoe. Doświadczony szkoleniowiec przekazał oczywiście kilka ciekawych uwag, był w świetnym humorze, a niemal cały tydzień spędził na długich rozmowach z uczniami szkoły i ich trenerami.

beskidsport.pl: Jak ocenia Pan pobyt w Beskidach? Co szczególnie się Panu podobało?
Hannu Lepistoe: Te kilka dni będę wspominał bardzo dobrze. Znam już te miejsca, byłem tu przecież wiele razy trenując z Adamem Małyszem. Najbardziej pamiętam zawsze skocznie i stadion. Kompleks ten jest świetnie skomponowany. Poza tym widziałem tutaj niewiele, więc szerzej ciężko się do tego odnieść.

Uczniowie SMS Szczyrk zaskoczyli Pana swoim poziomem umiejętności?
Są lepsi niż myślałem na początku, choć wiedziałem, że prezentują wysoki poziom. Skaczą już na naprawdę dobrym poziomie, co pokazują w zawodach nawet poza Polską.

Jakie elementy wymagają największej poprawy?
Wykonywana jest tu znakomita praca. Ważne są spotkania takie, jak tu udało nam się przeprowadzić. Młodzi skoczkowie muszą wiedzieć co trzeba zrobić, by stać się dobrym zawodnikiem, ale jednocześnie rozwijać się, uczyć jako człowiek.

Adam Małysz mówił, jak ważna dla skoczków jest wytrwałość. Co Pan może dodać jeszcze do tych najważniejszych aspektów?
Na pewno umiejętność skupienia się na danym skoku, poza tym w skokach liczy się szybkość i siła. To wszystko sprawia, że ktoś staje się dobrym skoczkiem.

Kilka lat pracował Pan w Polsce, ale czy mimo tego spodziewał się Pan takiego zainteresowania tą krótką wizytą?
Szczerze mówiąc nie spodziewałem się mimo popularności skoków. Stary mężczyzna w szkole i tak duże zainteresowanie? (śmiech)

Co będzie Pan robił po powrocie do Finlandii?
Na początek czeka mnie sprzątanie, a po weekendzie chcą zrobić ze mnie sołtysa w miejscowości Kalkkinen. Nie jestem przekonany czy propozycję przyjąć. W przyszłości zobaczymy czy do tego dojdzie. Jako trener nie będę już raczej pracował. Chcę być dalej przy skokach jako komentator stacji Eurosport.

Jakie wydarzenia z bogatej trenerskiej kariery wspomina Pan najbardziej?
Takich zdarzeń czy momentów jest sporo. Doskonale pamiętam i miło wspominam mistrzostwo świata w lotach narciarskich w 1981 roku dla mojego podopiecznego Jari Puikkonena. Poza tym pamiętne jest dla mnie Sapporo z 2007 r., gdy cieszyłem się wspólnie z Adamem Małyszem z jego sukcesu. Ale jest takich chwil oczywiście więcej.

Kogo widzi Pan w roli faworytów w nadchodzącym sezonie? Jaką rolę odegrają polscy skoczkowie?
Nie ma w mojej opinii zdecydowanego faworyta. Mamy teraz nowe przepisy dotyczące choćby kombinezonów. Myślę, że powtórzą się nazwiska tych skoczków, którzy dobrze skakali w poprzednim sezonie. Groźni będą także Niemcy. Co do Polaków, to jeśli wszystko się uda w okresie przygotowań, spore szanse będzie miał Kamil Stoch. Zobaczymy, jak spisze się świetnie skaczący latem Maciej Kot. Mam satysfakcję, bo przed kilku laty wprowadzałem tego zawodnika do kadry. Czekam także z niecierpliwością aż pokaże się któryś z młodych skoczków. Tu, w SMS Szczyrk, również widać duży potencjał. Szanse są, ale trzeba je wykorzystywać.

Na koniec pytanie o naszą szkołę na tle innych na całym świecie. Chyba nie mamy się czego wstydzić?
Oczywiście za wzór stawiam szkołę w austriackim Stams, która ma dobre i długie tradycje. Tutejsza szkoła natomiast jest na wysokim poziomie. Powiem tylko, że w całej Finlandii takiej placówki nie mamy.

sobota, 13 października 2012

piątek, 12 października 2012

Problemy z Wielką Krokwią

Całe wakacje żyliśmy dwoma konkursami LGP w Wiśle, teraz tym, że Hannu Lepistoe przybył do SMS Szczyrk... Tymczasem Wielka Krokiew w Zakopanem - kolebka polskich skoków stała się praktycznie niepotrzebna. Od stycznia nie odbyły się na niej zawody wysokiej rangi. Podobno przestają na niej trenować nawet skoczkowie z Zakopanego!

Coroczne zawody Pucharu Świata w Zakopanem były tradycją odkąd Adam Małysz zdobywał dla Polski sukcesy, pod Wielką Krokwię zjeżdżały dziesiątki tysięcy kibiców gotowych stać nawet kilometr od obiektu, tylko po to, by obejrzeć skoki mistrza. Odszedł Małysz, skoki też cieszą się mniejszą popularnością. Co za tym idzie mniejsza frekwencja nie wymaga obiektów z dużymi trybunami. Krokiew jest też za droga do wynajęcia.

We wrześniu w Zakopanem miał się odbyć Puchar Jesieni. Konkurs został jednak odwołany, ponieważ Polski Związek Narciarski nie był w stanie zapłacić 9 tysięcy złotych za wynajem skoczni na cztery godziny, nie mówiąc już o opłatach za prąd, obsługę wyciągu oraz wynagrodzeniu sędziów.

Na Wielkiej Krokwi pojedynczy trening jednego zawodnika kosztuje aż 12 złotych. W Wiśle Malince opłata kwartalna dla całego klubu wynosi jedyne 50 zł. PZN wydzierżawił wiślański obiekt od Centralnego Ośrodka Sportu w Szczyrku, dzięki czemu działacze związkowi sami regulują ceny w taki sposób, aby kluby narciarskie były w stanie sfinansować zajęcia na skoczni dla swoich podopiecznych. Apoloniusz Tajner, prezes Polskiego Związku Narciarskiego tłumaczy, że częste treningi na obiekcie imienia Adama Małysza nasilają przypływ turystów. Turyści, z kolei, dostarczają środki na utrzymanie obiektu, co pozwala na obniżenie kosztów treningów. Brak skoków na Wielkiej Krokwi sprawia natomiast, że coraz mniej osób zwiedza skocznię, a więc coraz niższe kwoty wpływają do kasy COS-u. Co za tym idzie – ceny najmu są jeszcze wyższe, a treningi w Zakopanem stają się nieopłacalne nawet dla miejscowych zawodników.

W chwili obecnej na skoczni imienia Stanisława Marusarza ćwiczą jedynie kadry narodowe, ponieważ Polski Związek Narciarski dysponuje środkami tylko na te treningi.  W zależności od potrzeb zawodników podopieczni Łukasza Kruczka trenowali na Wielkiej Krokwi od 8 do 15 dni w okresie letnim, z kolei ekipa Roberta Matei odbyła 20-30 treningów. Co więcej, problemem zakopiańskich obiektów są nie tylko nieosiągalne dla klubów narciarskich ceny najmu. Profil Średniej Krokwi jest przestarzały, a wieża najazdowa straciła kontakt z podłożem. Istnieje ryzyko, że skocznia nie otrzyma nawet licencji narodowej.

"Nie ukrywam, że martwi mnie to, że sportowe życie na Wielkiej Krokwi umiera. Zaskoczony byłem tym, że pierwszymi zawodami na tej skoczni od zimy był Puchar Solidarności. Ta sytuacja jest związana z kosztami, które Centralny Ośrodek Sportu nakłada na organizatorów, których nie stać na przeprowadzenie zawodów. Drogie są także treningi, dlatego kluby z Zakopanego wolą jeździć na zajęcia na skocznię do Wisły, czy na trasy biegowe na Kubalonkę, gdzie ponoszą naprawdę symboliczne opłaty. To śmieszne, bo przecież, kiedy nie mieliśmy obiektów w Wiśle, to my jeździliśmy do Zakopanego. Tymczasem teraz, choć w stolicy polskich Tatr są obiekty, to jednak zawodnicy jeżdżą do Wisły, bo są do tego zmuszeni" - mówi Adam Małysz.

Także Apoloniusz Tajner jest zafrasowany zaistniałą sytuacją. - To, że w tym sezonie letnim na Wielkiej Krokwi odbyło się tak mało zawodów jest dramatem dla tego zasłużonego obiektu. W Wiśle mamy teraz olbrzymi ruch. W tym roku to już jest 20 tysięcy osobo-dni. Mamy tam bardzo symboliczną opłatę dla klubów, bo oczywiście nie możemy im zupełnie za darmo oddać skoczni do użytku. Za 50 złotych na kwartał klub może korzystać z obiektu bez ograniczeń. Właśnie po to go przejęliśmy, żeby ulżyć klubom i żeby mogły one szkolić zawodników. Tak właśnie to powinno wyglądać. Dzięki ruchowi na tej skoczni, generujemy ruch turystyczny i na nim zarabiamy, żeby utrzymać obiekt. Niektóre kluby, nawet te z Zakopanego, specjalnie jadą rano busem do Wisły. Odbywają tam dwa treningi i wracają do Zakopanego wieczorem. I to im się opłaca bardziej niż wynajęcie Wielkiej Krokwi na trening - tłumaczy Tajner.

Prezes PZN ma jednak plan. Po raz drugi wystąpił z pismem do ministerstwa sportu o możliwość wydzierżawienia zespołu skoczni wraz z trasą biegową na podobnych zasadach, jak to ma miejsce w Wiśle. Rok temu PZN otrzymał jednak odmowną odpowiedź. - Rozmawiałem już na ten temat z panią minister Joanną Muchą. Upoważniliśmy do rozmów dyrektora COS w Zakopanem i ze strony TZN prezesa Andrzeja Kozaka. Gdyby bowiem ten obiekt trafił w nasze ręce, to wówczas zarządzałby nim TZN. Dyrektorzy muszą się jednak dogadać na podobnych zasadach jak w Wiśle, bo trudno, żebyśmy wzięli na siebie wszystkie koszty. Ten obiekt zarabia na siebie, ale to wszystko można jeszcze bardziej uaktywnić i rozwinąć - mówi Tajner.
Mam ogromną nadzieję, że uda się wydzierżawić skocznię. Smutne jest to, że w tej chwili kwestie ekonomiczne decydują o rozwoju młodych, utalentowanych sportowców.

Skoki narciarskie... w Warszawie?

Trochę mnie tu nie było ale cóż, szkoła... No ale nadrabiamy zaległości.

Niedawno powstał pomysł, żeby konkurs skoków przeprowadzić na Stadionie Narodowym w Warszawie. Crazy? Gdy tylko o tym usłyszałam, pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to "chyba sobie jaja robicie". Ale z czasem sprawa zaczyna robić się coraz poważniejsza. Na początku byłam zdania, że to kompletny absurd robić skoki na stadionie, że to nie ma prawa się udać i że nic nie zastąpi atmosfery Zakopanego... Zresztą nie tylko ja tak uważałam, bo na jaką stronę nie weszłabym, tam "wielcy znawcy skoków narciarskich" strasznie to wszystko hejtowali. Z biegiem czasu zmieniłam zdanie o 360 stopni. Bo w sumie czemu nie? W końcu tą całą inicjatywę zaproponował sam Walter Hofer, który wizytował stadion pod koniec września. 

"Ta lokalizacja dobrze wpasowuje się w nasz plan przedłużenia sezonu zimowego o jeden lub dwa weekendy. W tym kontekście szukamy możliwości wcześniejszego otwarcia sezonu. Do tego oczywiście potrzebujemy odpowiedniej infrastruktury, ponieważ w Pucharze Świata nieodzowny jest także śnieg. Rozważamy możliwość remontu technicznego na potrzeby takiego wydarzenia", powiedział Walter Hofer w wywiadzie z Berkutschi.com. Nie są jeszcze znane szczegóły, np. potencjalny rozmiar skoczni. "To techniczna kwestia, nad którą obecnie pracujemy "

Dwa decydujące czynniki są najistotniejsze dla Austriaka w kontekście projektu. "Najważniejsze, aby dwa aspekty pozostały bez zmian. Po pierwsze liczy się wartość sportowa, a ta wiąże się z określonym rozmiarem skoczni. Po drugie: włączenie takiego wydarzenia do serii Pucharu Świata nie jest uzależnione od konkretnej lokalizacji, ale wymaga śniegu".

Projekt wydarzenia w Warszawie został oficjalnie zgłoszony, ale wciąż brak informacji odnośnie konkretnych danych technicznych. "To cały proces. Nie działamy w pośpiechu i musimy uważnie rozważyć, czy takie wydarzenie jest możliwe", powiedział działacz.

Czytałam na jakiejś stronie, że pomysłem zorganizowania zawodów na stadionie są zachwyceni panowie z Norweskiego Związku Narciarskiego.

A oto wizja Apoloniusza Tajnera:

Podczas ostatnich zawodów LGP Walter Hofer udzielił wywiadu dla skojumping.pl

Ostatnio polskie media obiegła informacja na temat możliwości organizacji zawodów w skokach narciarskcih na Stadionie Narodowym w Warszawie. Skąd wziął się ten pomysł?
Walter Hofer: Właściwie nie jest to nowy pomysł. W przeszłości były już rozważane tego typu projekty, niektóre z nich wiele lat temu. Tym razem otrzymaliśmy jednak realistyczną opcję, aby faktycznie takie zawody zorganizować. Nie chodzi tylko o Warszawę, również inne miasta są brane pod uwagę, ale Warszawa przedstawiła nam konkrety, precyzyjny projekt. Teraz zbierzemy wszystkie dane techniczne. Nie jesteśmy jeszcze w stanie stwierdzić, że na pewno uda się coś takiego zrealizować, wszystko zależy od inżynierów i techników, którzy stwierdzą co jest możliwe, a co nie.

Czy kontaktował się z Panem ktoś z Polski w tej sprawie?
Tak, zostałem zaproszony przez Polski Związek Narciarski, aby poszukać lokacji na zawody w lecie. W rezultacie wpadliśmy jednak na pomysł z tym przepięknym stadionem, który mógłby dać nam szansę na rywalizację nawet w zawodach zimowego Pucharu Świata. Oczywiście oznacza to, że konieczny jest odpowiedni rozmiar skoczni oraz zawodnicy musieliby skakać na śniegu.

Jaka jest orientacyjna data organizacji tego konkursu?
Walter Hofer: Aktualnie staramy się wydłużyć sezon zimowy o dwa-trzy tygodnie. Mamy teraz kilka nowych miejscowości, które byłyby w stanie w tym pomóc jak np. Almaty, Czajkowski, ale gdybyśmy mieli taką opcję jak ta w Warszawie, moglibyśmy rozpocząć sezon już pod koniec października, podobnie jak ma to miejsce w narciarstwie alpejskim.

Skąd weźmiemy śnieg na początku listopada w Warszawie?
Nie jest to kwestia śniegu naturalnego, bo w każdej miejscowości trzeba ten śnieg wyprodukować sztucznie. Potrzebne jest jedynie odpowiednie miejsce, gdzie ten śnieg mógłby zostać wytworzony jak np. namiot czy lodowisko. Także na innych skoczniach, na których skaczemy w sezonie zimowym, śnieg jest produkowany.

Jakie są pomysły jeśli chodzi o samą skocznię, byłaby to skocznia mobilna, czy dedykowany obiekt w Warszawie?
Nie jestem technikiem, aby odpowiedzieć na to pytanie, ale zbierzemy wszystkie propozycje, pomysły i możliwości i razem z organizatorami oraz PZN zdecydujemy czy to jest możliwe.

Czy to pierwszy krok do tego, aby móc przenieść skoki do hal, bez problemów z wiatrem i śniegiem?
Nie, zdecydowanie nie. Skoki są sportem na świeżym powietrzu, dyscypliną zimową. To jest jedynie inicjatywa, która raz na jakiś czas umożliwiłaby organizację zawodów w dużym mieście, aby pokazać rywalizację skoczków przed ogromną publicznością. Jeśli więc otrzymujemy zaproszenie od tak wspaniałego miasta jak Warszawa i jeśli jest to możliwe pod względem technicznym, to jedne zawody w ciągu sezonu można by przeprowadzić na takim stadionie.

Czy jest jakiś minimalny, dopuszczalny dla takiego konkursu rozmiar skoczni?
Oczywiście, to nie może być tylko konkurs pokazowy, show, to muszą być zawody sportowe na wysokim poziomie. Dowiemy się od inżynierów, jakie rozmiary skoczni byłyby możliwe do zbudowania w ramach stadionu.

Jakie są zalety organizacji zawodów w skokach narciarskich na stadionie?
Z marketingowego punktu widzenia, pomogłoby to nam w prezentacji naszych sponsorów przed Świętami Bożego Narodzenia. Aktualnie bowiem sezon rozpoczyna się trochę zbyt późno dla naszych sponsorów, aby można było promować ich pod kątem Świąt. Taki stadion stwarza warunki na prezentacje przez sponsorów różnych świątecznych produktów, urządzenia specjalnych imprez towarzyszących, stoisk i innych atrakcji. To dałoby również miastu duży impuls do rozwoju.

Jakie są aktualne szanse na faktyczną organizację tych zawodów?
Trudno powiedzieć, to wszystko zależy od kwestii technicznych. Od strony sportowej, byłoby to możliwe. Musimy teraz poczekać na odpowiedź i proponowane rozwiązania przez inżynierów.

Czy atmosfera na takim konkursie stadionowym byłaby inna niż na normalnych zawodach?
Tego nie wiem, ale wiem, że w Polsce mamy publiczność, która jest jedną z najlepszych na świecie. Jestem przekonany, że warszawiacy powitaliby nas tam godnie i gorąco dopingowali na tym pięknym stadionie.

Uda się? Chciałabym, żeby tak. Bliżej mam do Warszawy niż do Zakopanego ;)

środa, 3 października 2012

Freund zwycięża w finałowym konkursie, Wank w klasyfikacji końcowej

Severin Freund już w Hinzenbach wszystkich zaskoczył, wskakując na podium zawodów po przerwie związanej z urazem kolana. Dziś potwierdził, że występ w Austrii nie był przypadkowy. Skokami na 137 i 136,5 m wygrał w finałowym konkursie w Klingenthal. Na podium znalazł się zwycięzca z Ałmat Taki Takeuchi (135,5 oraz 139,5 m) i Thomas Morgenstern (130 i 137 m), dla którego był to drugi występ tego lata.

Tuż za podium sklasyfikowany został nasz zawodnik - Maciej Kot, który lądował na 133 i 130 m. Piąte miejsce zajął Jaka Hvala a szósty był Reruhi Shimizu.

Kamil Stoch poprawił swoją pozycję (17. miejsce) zajmowaną po pierwszej serii, i ostatecznie był 11. Polak oddał skoki na odległość 129,5 m oraz 133m. Piotr Żyła po skokach 131 m oraz 124,5 m ostatecznie był 27.

Niestety na pierwszej serii swój udział w zawodach zakończyli Bartłomiej Kłusek, który był 31. oraz Dawid Kubacki na 37. miejscu.

W klasyfikacji końcowej zwyciężył Andreas Wank, który zgromadził na swoim koncie 449 pkt. Na drugim miejscu sklasyfikowany został Jurij Tepes (378) a trzeci był Taku Takeuchi (352). Maciek zajął 5 miejsce z 310 pkt, Dawid był 8. (218). Kamil zdobył 89 pkt i cykl skończył na 25 miejscu, a 26. miejsce zajęli Bartek i Piotrek mając 84 pkt.

Hannu Lepistoe z chęcią wraca do Polski

Polskim kibicom skoków narciarskich fiński trener Hannu Lepistoe dał się poznać, gdy z sukcesami współpracował z Adamem Małyszem. Na kilka dni przed przyjazdem do Polski cieszy się z możliwości spotkania z następcami najlepszego polskiego skoczka. "Wśród Polaków zawsze czułem się bardzo dobrze. W pamięci pozostało mi fantastyczne zachowanie spotkanych ludzi, a zwłaszcza młodzieży. To mówi dużo i korzystnie o dobrym wychowaniu w szkołach czy domach" – mówi Hannu Lepistoe, który już 8 października pojawi się w Beskidach na zaproszenie Szkoły Mistrzostwa Sportowego Szczyrk z siedzibą w Buczkowicach. 

W naszym kraju Hannu Lepistoe przebywać będzie przez kilka dni. W trakcie pobytu weźmie udział w zajęciach treningowych uczniów szkoły, konsultacjach z jej trenerami, znajdzie czas również, by spotkać się z dziennikarzami podczas oficjalnej konferencji prasowej. Dla wszystkich zatem czas spędzony z wybitnym szkoleniowcem może okazać się wartościowy. Chęć spotkania ze swoim byłym trenerem wyraził także Adam Małysz, którego doświadczony Fin wspomina jako wspaniałego zawodnika i człowieka. – Adam to świetny wzór do naśladowania dla młodych skoczków. Należał do sportowców trenujących dużo. Nigdy nie był zmęczony i chciał rozpoczynać trening jak najwcześniej to było możliwe. Miał energię, aby łączyć sport z codziennym życiem. Najlepszym przykładem niech będzie rok olimpijski, kiedy w przerwie obiadowej wszyscy odpoczywaliśmy, a Adam uczęszczał na kurs języka angielskiego – wspomina trener Lepistoe z zaciekawieniem wyczekujący ponownej wizyty w Polsce.

Harmonogram pobytu Hannu Lepistoe w Beskidach przedstawia się następująco:
  • 8 października – przylot do Krakowa (g. 18:05)
  • 9 października – konferencja prasowa w siedzibie SMS Szczyrk w Buczkowicach przy ul. Grunwaldzkiej 220 (g. 11:00) oraz spotkania z uczniami i trenerami szkoły (godziny popołudniowe)
  • 10 października – treningi na skoczni Skalite i konsultacja planów zajęć z trenerami SMS Szczyrk
  • 11 października – otwarty dla mediów trening na skoczni Skalite (g. 10:00) oraz trening w sali sportowej Centralnego Ośrodka Sportu w Szczyrku (g. 14:00)
  • 12 października – treningi z uczniami szkoły, analizy wideo oraz spotkania z nauczycielami i uczniami
  • 13 października – trening w sali i siłowni (g. 9:00), wylot z lotniska z Krakowa (g. 13:55)

Kamil Stoch najlepszy w serii próbnej! Czy dziś wygra?

Kamil Stoch skokiem na 138,5m wygrał serię próbną przed dzisiejszym konkursem Letniej Grand Prix w Klingenthal (HS 140). Polak wyprzedził Michaela Hayboecka (136,5m) oraz Petera Prevca (133m).

Seria próbna była rozgrywana w zmiennych warunkach wietrznych i zawodnicy z ostatnimi numerami startowymi walczyli z wiatrem w plecy.

Dobre rezultaty uzyskali także Dawid Kubacki, któremu 119,5m dało 16. lokatę. Maciej Kot był 19. (120m), a Bartłomiej Kłusek zajął 33. miejsce (116m). Piotrek Żyła uzyskał zaledwie 115m, co dało mu 45. lokatę.

Początek pierwszej serii konkursowej już o 15:30.