wtorek, 27 marca 2012

Posezonowy wywiad z Piotrem Żyłą

"Gazeta Codzienna": Miniony sezon to najlepszy w Twojej karierze.
Piotr Żyła: No tak. Udało się trochę punktów nazbierać, jednak niektóre starty mogły być lepsze.

Na rozwinięcie skrzydeł miał wpływ fakt zakończenia kariery przez Adama Małysza?
Myślę, że nie. Zacząłem pracować nad swoją formą, kiedy wyleciałem z kadry. Już końcówkę poprzedniego sezonu (2010/11 - przyp. red.) miałem niezłą, zbierałem wtedy jeszcze trochę doświadczenia. W tym sezonie to zaprocentowało. Efekty przyniosły letnie treningi i wykonana wcześniej praca. Myślę, że w następnym sezonie powinno być jeszcze lepiej.

Dopiero się rozkręcasz?
Miejmy taką nadzieję.

Miałeś okazję trenować z Hannu Lepistoe, kiedy współpracował z Adamem Małyszem. Teraz zbierasz owoce tej pracy?
Tak, udało się trenować wspólnie z Adamem, gdy miał obóz w Wiśle Malince. Wtedy też z trenerem Jasiem Szturcem tam pracowaliśmy. Kiedy trener nie mógł być na treningu, pracowałem z Hannu. To było cenne doświadczenie.

Zgadasz się z opinią, że jak trenujesz z Janem Szturcem, to lepiej skaczesz?
Trener Jasiu ma bardzo duży wpływ na mnie. W tej chwili ciężko by mi było z innym trenerem współpracować. Wiadomo, że jak jestem na zgrupowaniach czy na zawodach to pracuję z innymi trenerami, ale przygotowuję się z Jasiem Szturcem. Do niego mam największe zaufanie. Dobrze się nam razem pracuje.

Jak się czujesz jako rekordzista Polski w długości skoku narciarskiego?
To ciekawy epizod w mojej karierze. Szczerze mówiąc, nie spodziewałem się, że to będzie skok na rekord. Udało się, leciało się bardzo przyjemnie. Zobaczymy, jak długo będzie do mnie należał. Myślę, że w przyszłym sezonie, jeśli będą zawody w Vikersund, ktoś go poprawi. Może mnie się uda (śmiech).

Skocznia w Vikersund stała się twoją ulubioną?
Raczej nie. Miałem wtedy jeden dzień, kiedy dobrze tam skakałem. Wcześniej niespecjalnie dobrze mi się tam skakało. Trzy skoki miałem takie, że troszkę lepiej ją wyczułem. Jest dość specyficzna. Może coś z tych dobrych skoków zostanie i w przyszłości stanie się tą ulubioną.

Na ten moment gdzie ci się najlepiej skacze?
Jest tak, że jak się jest w formie, to się wszędzie dobrze skacze. Skocznie, na których lubię skakać, to jest ta w Zakopanem, w Villach, choć dawno tam nie byłem. Fajnie skacze się w Szczyrku i na naszej w Wiśle Malince. Skocznie, na których się trenuje, zna się lepiej.

Sezon się skończył, czas na odpoczynek?
Nie planuję odpoczynku, choć sugerują to trenerzy. W zeszłym sezonie też nie robiłem przerwy, trenowałem cały czas. Nie jestem zmęczonym sezonem, nie potrzebuję odpoczywać. Trzeba zacząć się przygotowywać do następnego sezonu. Wiadomo, że teraz trening jest inny niż ten bezpośrednio przed sezonem, czy w trakcie sezonu. Bardziej ogólny, utrzymanie kondycji. Wychodzę w góry, na siłowni ćwiczę mięśnie rąk, brzucha, grzbietu. Troszkę trzeba przypakować, żeby mieć bazę wyjściową. Wcześniej, jak wracałem po 1,5 miesięcznej przerwie, to miesiąc nie dało się dojść do siebie. Ciężko było mi "zastartować". Jestem potem za bardzo rozleniwiony. Jak pracuję na bieżąco, nie ma problemu z zakwasami, zmęczeniem. Dochodzi do tego też piłka. Zaczyna się robić fajna pogoda, więcej będę grać w piłkę, może 2-3 razy w tygodniu.

Jak teraz, w tym okresie poprzedzającym bezpośrednie przygotowania do sezonu, będą wyglądać twoje treningi?
Planuję działać podobnie jak rok temu. To mi pasowało. W poniedziałek wybieram się w góry tak na 2-3 godziny. W zależności od terenu, albo stosuję marszobieg albo delikatny trucht. We wtorek siłownia, ćwiczenia ogólne. Stosuję 10 stacji powtarzanych seriami. Wieczorem mamy rezerwację Orlika i gramy 1,5 godziny w piłkę. W środę trenuję odbicia. Średnio wykonuję 120-150 odbić. Od czwartku powtarzam ten cykl, niedzielę robię sobie wolną. Chyba, że jakiś mecz się trafi, wtedy w niedzielę się gra. Czasem w piątek, w te dni odbywa się liga "6".

Zaczynasz mieć wsparcie w młodszych kolegach. Coraz pewniej skacze Aleksander Zniszczoł, rozkręca się Tomasz Byrt. Ekipa wiślańska rośnie w siłę?
Tak. Olek, wicemistrz świata juniorów, niedużo mu zabrakło do złotego medalu. Tomek też w drużynie podczas mistrzostw dobrze się pokazał. Mieli takie momenty, kiedy skakali fajnie. Olek w Zakopanem rewelacyjnie skakał, zajmując 9 i 14 miejsce. Jest grupa młodych skoczków, którzy zaczynają dochodzić do dobrej formy. Do kadry z czasem pewno dostanie się Mateusz Kojzar czy Szymon Szostok. Mamy w Wiśle sporo utalentowanych zawodników. Dużą rolę odgrywa w tym Jasiu Szturc. W tej kategorii wiekowej, którą on trenuje, wygrywają zawody, na przykład w swoich rocznikach zawody Lotos Cup. Z Rafałem Śliżem razem trenujemy, wspólnie w góry wychodzimy, czy ćwiczymy odbicia. Jest trochę tych zawodników.

Jesteś obecnie drugim najlepszym skoczkiem w kadrze. Odczuwasz oznaki popularności?
Nie, nie mam z tym problemu. Czasem w sklepie, gdzie najczęściej chodzę na zakupy, czy na stacji, to się ludzie pytają.

Adam Małysz trzyma kontakt z kadrą?

Był na mistrzostwach świata juniorów, bardzo tam pomagał zawodnikom. Zawsze mamy w nim wsparcie, można z nim pogadać, zawsze doradzi. W końcu z nas wszystkich ma największe doświadczenie.

Osobą, która się sprawdza w roli trenera, jest też Robert Mateja.
Tak, Mati umie prosto wytłumaczyć. Czasem niektórzy trenerzy nie rozumieją się z zawodnikami, "na około" wyjaśniają. Kierunek jest jeden, tylko jego realizacja jest różna. Mati umie powiedzieć prosto, nie zagmatwa tego. Jest pomocny.

Sezon zakończyłeś na 19 miejscu w klasyfikacji generalnej. Masz już plan na przyszły rok?

Jeszcze sobie nie postawiłem celu na następny sezon. Po mistrzostwach Polski będę miał na to czas (wywiad przeprowadzany był przed mistrzostwami, które odbyły się 24 i 25 marca - przyp. red.). Na pewno będę chciał poprawić tę lokatę. Będę chciał się ustabilizować. Na początku forma była dobra, potem różnie z tym bywało. Chciałbym cały sezon "przeskakać" na jak najwyższym poziomie. Wiem, że stać mnie na dobre skoki i dobre miejsca. W tym sezonie nie do końca udało mi się mój cel zrealizować, ale i tak było nieźle.

A jaki miałeś cel?
Chciałem punktować w każdych zawodach. Nawet zepsutymi skokami kwalifikować się do "30". Czasem to się udawało, że nawet słabsze skoki dawały awans do serii finałowej, ale nie zawsze. Dużo mnie ten sezon nauczył. Był długi i ciężki. W zasadzie pierwszy, w którym jeździłem od początku do końca. To był specyficzny sezon, było dużo zawodów. Wracało się do domu w poniedziałek, by czasem już w środę jechać na kolejne zawody. Trochę ciasno było. Cały czas w drodze. Bywało, że się człowiek budził i zastanawiał, gdzie jest (śmiech).


Ten intensywny sezon zbiegł się z faktem, że powiększyła ci się rodzina.
To prawda. Kiedy byłem we Włoszech, w Predazzo, urodziła mi się córka. Żona nie narzeka. Wie, że skokami zajmuję się od zawsze i lubię to robić. Teraz częściej jestem w domu. Czeka mnie kilka tygodni bez żadnych wyjazdów. Trochę posiedzę w domu. W lecie też nie ma tak częstych wyjazdów. Najtrudniej jest w zimie. Przyjeżdża się czasem na 2 dni, a czasem w ogóle. Wtedy jest ciężko, ale dajemy radę.

To chyba jesteś bardziej tatą rozpieszczającym dzieci.

No tak, zasadniczo pozwalam synowi na wszystko. Staram się też mu coś zawsze przywieźć. Pyta, kiedy przyjadę i co mu kupiłem (śmiech).

Masz czas na jakieś hobby niezwiązane ze skokami?
Piłkę nożną. Na nic innego już nie mam czasu. Dużo jest ciekawych rzeczy, które chciałbym spróbować, ale brakuje czasu. Na przykład przyjemnie jest pojeździć na quadzie, ale nawet nie myślę o zakupie, bo i tak wiem, że nie będę miał na to czasu. Tak jak miałem okazję latać szybowcem. To mogłoby być ciekawe hobby, ale trzeba dojechać na lotniki, trenować. Nie mam na to szans. Kiedyś wspinaliśmy się na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, bardzo fajnie to wspominam. Kuzynka się wspina na Stożku, jeździ na wyprawy. Kiedyś się z nią umawiałem, ale nie udało nam się wybrać.

Masz swój sposób na odpoczynek?
Spać na kanapie (śmiech).

czwartek, 22 marca 2012

Ci, którzy rozczarowali w minionym sezonie

Simon Ammann
Niby 11 miejsce nie jest złe, ale chyba wszyscy liczyliśmy na więcej. Miniony sezon okazał się być jego najsłabszym sezonem od sezonu 2005/2006 - wtedy zajął 17 miejsce, a potem już był w dziesiątce. Co prawda Simon zaczął sezon później (od Lillehammer), ale to go zbytnio nie usprawiedliwia. Na początku zajmował w konkursach 9 i 13 miejsce, a potem w Harrachovie był dopiero 26 - ale dwa dni później 10. Jego celem na ten sezon był Turniej Czterech Skoczni. Od początku musiał obejść się smakiem wygranej, bo w pierwszym konkursie w Oberstdorfie był 12. Nie dokończył Turnieju - dopadła go gorączka i grypa żołądkowa. W Predazzo Simi w pierwszym konkursie był 5 - jak narazie najlepiej. Niestety dzień później był dopiero 31. Na mamucie w Oberstdorfie po raz pierwszy w sezonie stanął na podium. Potem było już tylko lepiej - 8, 3, 5, 2, 2. Można powiedzieć, że Simon rozkręcił się na koniec sezonu. Ale nie zapominajmy o Mistrzostwach Świata w Lotach - obrońca tytułu zajął dopiero 14 miejsce. Simon zamierza skakać do Sochi 2014, więc pozostaje tylko życzyć mu, aby w przyszłym sezonie wygrał wkońcu TCS.

Johan Remen Evensen
Johan chyba zawiódł mnie najbardziej. Rekordzista świata w długości roku punktował w tym sezonie tylko 4 razy (słownie: c z t e r y), 2 razy nie zakwalifikował się do konkursu, 4 razy nie wszedł do 30-stki. Jak to możliwe, że skoczek, który w poprzednim sezonie zdobył 645 punktów, w tym zdobywa 72? Cóż, jednym treningi Stoeckla wyszły na dobre, inni się pogubili.

Bjoern Einar Romoeren
Też pogubił się trochę na treningach Stoeckla. Co prawda on więcej razy punktował i to na niego głównie stawiał trener biorąc go na zawody. W tym sezonie zdobył 151 punktów. 

Thomas Morgenstern
Obrońca Kryształowej Kuli zawiódł. Początek sezonu miał dobry - zaczęło się od 3 miejsca w Kuusamo. Do lotów w Kulm tylko raz wypadł po za czołową dziesiątkę - w Lillehammer. W Zakopanem chyba za bardzo chciał zająć dobre miejsce i upadł (oczywiście nie zapunktował). W następnych dwunastu konkursach tylko 5 razy zmieścił się w dziesiątce, ale nie zajął lepszego miejsca niż 6 (z wyjątkiem 3 w Predazzo). Morgiego w klasyfikacji wyprzedził nawet Richard Freitag. Ale przynajmniej przekroczył 1000 punktów.

Wolfgang Loitzl
Najsłabszy sezon Austriaka od sezonu 2005/2006. W minionym sezonie tułał się po drugiej i trzeciej dziesiątce w konkursach, a jego najlepsze miejsce to 13 w Sapporo. Mimo to był zsyłany na zawody Pucharu Kontynentalnego - tam 4 razy zwyciężał i raz był 3. 

Stefan Hula
Poprostu się męczył. Skoczek, który w poprzednim sezonie zdobył prawie 100 punktów, w tym sezonie bez punktów PŚ. Co więcej, było stać go na podium i na miejsca w czołowej dziesiątce w Pucharze Kontynentalnym, ale w Pucharze Świata - no nie szło mu. Ale przecież nie raz pokazywał, że umie skakać. Można go usprawiedliwiać tym, że w lecie przeszedł operację kolana, która w pewnym stopniu zaburzyła jego przygotowania do zimy. Ale przykre był to, że Stefan 4 razy przepadł już w kwalifikacjach - najsmutniejsze to, że nawet w Sapporo (gdzie przegrał z m. in. Kazachami). 

Finowie
Rozczarowanie to chyba najłagodniejsze słowo jakim można by określić wyczyny następców Nykaenena, Niemienena i Ahonena. Najwyżej sklasyfikowany zawodnik (18) to były kombinator norweski, Ville Larinto i Janne Happonen zmagali się z kontuzjami, Matti Hautamaeki nie znajdując dlaszej motywacji kończy karierę... Aż wstyd, że taki kraj jak Finlandia przeżywa kryzys w najpopularniejszym sporcie tego kraju.

Niespodzianki sezonu 2011/2012

Anders Bardal
Kto stawiał na niego na początku sezonu? Chyba nikt. To, że wygrał w tym sezonie 'tylko' 3 razy i 9 razy stawał na niższym stopniu podium pozwoloło mu zdobyć Kryształową Kulę. Wydaje się, że dopiero w tym sezonie Bardal się ustabilizował i zaczął odnosić sukcesy - i to wszystko za sprawą Alexandra Stoeckla. Jak na ironię, Anders był największym krytykiem, kiedy Stöckl obejmował stanowisko norweskiego szkoleniowca - wspierał drugiego trenera Geira Ole Berdahla i był rozczarowany, kiedy przyszedł Stöckl. Wielu mogło się spodziewać, że wyląduje na podium klasyfikacji, ale nikt tak naprawdę nie stawiał na to, że wygra. Ale to dobrze, należało mu się.


Andreas Kofler
Zwyciężył w trzech pierwszych konkursach (Kuusamo i Lillehammer), potem wygrywał jeszcze 2 razy, 4 razy stawał na podium niższym niż pierwszy stopień. To właśnie Kofi był kandydaten na Kryształową Kulę - był liderem przez 21 konkursów (Kuusamo - Willingen). Nie można powiedzieć, że skakał równo przez cały sezon. Z pozycji lidera spadł na drugie, a potem na trzecie mniejsce. Po tym spadku formy wiele osób zaczęło wierzyć w to, że Kamil Stoch go wyprzedzi i tym samym Kofi 'znów przegra z Polakiem' (tak jak rok temu w Planicy przegrał trzecie mniejsce z Adamem Małyszem). Na mamutach, na których za dobrze sobie nie radził, w Planicy i Vikersund poradził sobie dobrze. 


Robert Kranjec
W Vikersund został Mistrzem Świata w Lotach - i tym samym pierwszym Słoweńcem, który tego dokonał. Wygrał w Planicy (jako pierwszy Słoweniec), odebrał Małą Kryształową Kulę w klasyfikacji lotów (jako pierwszy Słoweniec)... Robert jest dla Słoweńców trochę taki, jak Małysz dla Polaków...


Daiki Ito
Kto by się spodziewał, że Japończyk może być groźny? Dwa razy wygrał w Sapporo, potem świętował dwa zwycięstwa w Europie (Lahti i Trondheim). Chyba nikt nie sądził, że Daiki Ito będzie czwartym zawodnikiem klasyfikacji PŚ.


Rune Velta
Skoczek, który tak naprawdę dopiero w tym sezonie zaistniał w Pucharze Świata. W sezonie 2010/2011 zadebiutował w tej randze skoków i 6 razy punktował. W tym sezonie też się jakoś specjalnie nie wybijał (najlepsze miejsca - 8 w Kulm i 10 w Willingen). Aż tu nagle BUM! Taki powiedzmy przeciętny skoczek zdobywa srebro na Mistrzostwach Świata w Lotach. Cały świat skoków zdzwiony. Sama pomyślałam wtedy, że po Mistrzostwach będzie jakiś wybuch formy i może zaskoczyć. Jednak nie. Rywalizację w PŚ skończył na 17 pozycji i na 14 w lotach. A podczas pierwszego konkursu w Planicy, wicemistrz świata był na 30 miejscu... Rune to taka trochę niespodzianka i rozczarowanie zarazem.


Kamil Stoch
Kiedy rok temu Kamil zakończył sezon na 10 pozycji praktycznie wszyscy wiedzieli, że ten sezon będzie dobry dla Polaka. I taki był. Już w drugim konkursie sezonu stanął na podium - po raz pierwszy na innym stopniu niż najwyższy. Łącznie w tym sezonie wygrywał 2 razy i 5 razy stał na innym stopniu podium. Kamil zakończył sezon na dobrym, 5 miejscu. Przyznajmny szczerze - była ochota na wyższe. Mógł nawet walczyć o 3 miejsce, ale przegrał 4 z Daiki Ito. Skoro w tym sezonie przesunął się o 5 miejsc w klasyfikacji, to wygląda na to, że za rok Kamil będzie odbierał Kryształową Kulę :)

 

Piotr Żyła
"Człowiek zagadka". 4 grudnia 2011 r., kiedy to w trzecim indywidualnym konkursie zajął 7 miejsce, był przez 'chwilę' w czołowej dziesiątce PŚ (9 miejsce). W Oberstdorfie prawie pobił swój rekord życiowy - skoczył 217,5 m, ale z upadkiem. Mimo to szczęśliwy Piotrek z uśmiechem opuścił skocznie. Na Mistrzostwach Świata w Lotach skakał słabo - 33 miejsce. Ale następnego dnia skoki są o niebo lepsze. Co skok poprawiał swój rekord życiowy - w serii próbnej skoczył 213,5 m, w pierwszej serii 223,5 m. W drugiej serii Piotrek poleciał aż 232,5 m, co jest nowym rekordem Polski. W Oslo po pierwszej serii zajmował 3 miejsce. Wszyscy wolelibyśmy, żeby konkurs zakończył się po pierwszej serii, ale tak się nie stało. Mimo, że była szansa na 3 miejsce, Piotrek zajął w tym konkursie 7 lokatę. Bez wątpienia to właśnie on jest skoczkiem nr 2 w Polskiej ekipie.

 

poniedziałek, 19 marca 2012

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy czytają tego bloga. Nie wiem, czy wchodziliście tutaj przypadkowo czy naprawdę, ale dziękuję. Od 3 października 2011 r do 19 marca 2012 (godz. 18:01) mój blog ma 2421 wejść - w ostatnim miesiącu (19 luty 2012 – 19 marzec 2012) było 955 wejść, wczoraj 40, dziś - 32. Rekordową liczbę wejść zaliczyłam w lutym - 642. Do jej pory zamieściłam tu 153 posty. Najwięcej wyświetleń miał post z sesją Borka Sedlaka  - 162 wyświetlenia. Tak więc z tego miejsca naprawdę bardzo wszystkim dziękuję za odwiedzanie - nie ważne, czy byliście tu przypadkiem (np. po jakieś zdjęcie) czy naprawę czytacie moje wypociny :P

Nie wiem, czy będę przez wiosnę pisać - chociaż jak pojawią się jakieś informacje 'z życia skoczków' to na pewno nie będę się mogła powstrzymać i o tym napiszę :) Tak więc... byle do 20 lipca :) Kto wie, może się z kimś w Szczyrku i w Wiśle spotkam na LGP...

niedziela, 18 marca 2012

Anders Bardal z Kryształową Kulą, Robert Kranjec królem lotów

Przed niedzielnym konkursem zwycięstwo Andersa Bardala w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata było pewne - nad Gregorem Schlierenzauerem miał dokładnie 100 punktów przewagi, więc wystarczyło tylko pokonać jednego zawodnika w konkursie. Stres udzielił się Norwegowi - skoczył on zaledwie 177 m, ale po swoim skoku był 23. Schlieri był czwarty, ale to bez znaczenia. 

W tym sezonie Anders skakał niezwykle równo, więc należało mu się to zwycięstwo. Co prawda nie oglądaliśmy zawodnika, który cały czas wygrywał (jak w poprzednim sezonie Morgenstern), ale Schlieri i Kofi mieli swoje wzloty i upadki. Bardal tylko raz nie zapunktował - w trudnych warunkach w Zakopanem. Anders jest najstarszym zawodnikiem, który zdobył Kryształową Kulę. Po raz trzeci po Vegardzie Oppasie w 1987 roku i Espenie Bredesenie w 1994 roku Norweg wygrał w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Drugie miejsce przypadło Gregorowi Schlierenzauerowi, a trzecie Andreasowi Koflerowi. Kamil Stoch zakończył sezon na dobrym, piątym miejscu gromadząc 1078 punktów.


 
 
Małą Kryształową Kulę za loty zdobył, jak na Mistrza Świata w lotach przystało - Robert Kranjec. Wyprzedził Martina Kocha i Simona Ammanna. Tych samych zawodników oglądaliśmy na podium ostatniego konkursu, tylko, że w innej kolejności. Wysokie, szóste miejsce zajął Kamil Stoch. Japończyk Daiki Ito, który miał szanse na wygranie Pucharu Świata w lotach narciarskich, był jedynie 16.


Puchar Narodów po raz kolejny trafił do Austriaków. Na drugim miejscu znaleźli się Norwegowie, a na trzecim Niemcy. Polacy zakończyli rywalizację na szóstym miejscu.


Martin Koch wygrywa ostatni konkurs

Planica przyzwyczaiła nas do tego, że w niedzielę konkurs nskłada sie z jednej serii. W tym roku tą jedną serię wygrał Martin Koch skokiem ( a właściwie lotem) na 222,5 m. Drugi był Simon Ammann - osiągnął 212 m i stracił do zwycięzcy prawie 17 punktów. Trzeci był Robert Kranjec, który z najniższego rozbiegu skoczył 204 m. Poza podium znalazł się Gregor Schlierenzauer (209,5 m), Rochard Freitag (212 m), Severin Freund (204,5 m). Dalej był Andreas Kofler, Jurij Tepes i Bjoern Einar Romoeren.

Najlepszy z Polaków, Kamil Stoch został sklasyfikowany został na 11. miejscu, nasz reprezentant uzyskał 199 metrów. Piotr Żyła skoczył 184,5 metra i zajął 21. miejsce.

Pierwsza seria przebiegała przy zmiennym wietrze, który części zawodników pomagał w osiąganiu dobrych odległości, a innym nie pozwalał odlecieć dalko. Dodatkowo, jury bardzo często decydowało się na zmianę długości najazdu przez co nie oglądaliśmy dalekich skoków.

sobota, 17 marca 2012

Żegnaj Matti!


Dziś ostatni skok w karierze oddał Matti Hautamäki. Finowie nie zdołali awanoswać do drugiej serii, ale w przerwie przed drugą serią jury pozwoliło mu oddać honorowy skok. Na zeskoku czekali już na niego koledzy - z szampanem i podziękowaniami za wiele lat sukcesów.

"To smutny moment dla mnie, ale czas już nadszedł. Na szczęście udało mi się nie przewrócić po skoku" - zażartował później Matti w rozmowie z fińską telewizją.

 Hautamäki zadebiutował w zawodach Pucharu Świata 29 listopada 1997 roku w Lillehammer. Pierwsze punkty zdobył już dzień później, zajmując 17. miejsce. Na pierwsze podium czekał do konkursu w Kuopio pod koniec 1999. Rok później na tym samym obiekcie wywalczył pierwsze pucharowe zwycięstwo. Hautamaeki, który ma na koncie 16 wygranych w Pucharze Świata, miał jedną z najbardziej owocnych karier wśród skoczków. Zawodnik był dwa razy trzeci w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. W 2003 roku zdobył srebrny medal w konkursie indywidualnym oraz złoty medal w drużynowej kategorii na Mistrzostwach Świata w Predazzo. Rok wcześniej sięgnął po srebrny medal w zawodach drużynowych na Igrzyskach Olimpijskich w Salt Lake City, uzyskując tylko 0,1 punktu mniej niż Niemcy. Ponadto w 2002 roku skoczek zdobył brązowy medal olimpijski w konkursie indywidualnym, w 2006 roku Hautamaeki zdobył srebrny medal olimpijski, stając na podium tuż obok zaskakującego złotego medalisty, Larsa Bystoela. W sezonie 2004/05 wygrał w Pucharze Świata sześć razy pod rząd. Do tej pory żaden skoczek nie wygrał ponad sześciu konkursów Pucharu Świata pod rząd.